Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus Chrystus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus Chrystus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 lipca 2010

Chusta z Manoppello




Post opublikowany pierwotnie w Salonie 24 [19-05-2010]:



"Święte Oblicze w Manoppello to z pewnością największy cud, jaki mamy".
-- św. Ojciec Pio



"Krzyż otrzymał Jezusa żywego, a oddał Go martwego. Całun przyjął Jezusa martwego, a oddał Go żywego".
-- bł. Sebastian Valfre




Kolorem granatowym zaznaczono Całun Turyński, a na czerwono chustę z Manoppello (Volto Santo - "Święte Oblicze"). "Nadszedł potem także Szymon Piotr (...) Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu." (J 20, 6-7). Wyjątkowość chusty z Manoppello tłumaczyłoby poświęcenie jej odrębnej wzmianki w Ewangelii według św. Jana.



Mistrz Papieskich Nabożeństw Liturgicznych abp Piero Marini i sekretarz papieża, abp Stanisław Dziwisz nakryli twarz śp. Jana Pawła II białą chustą pogrzebową [Watykan, 8-04-2005]. Jan Paweł II przed swoją śmiercią dokonał zmiany w rytuale pogrzebowym papieży (Ordo Exsequiarium Romani Pontificis) i wprowadził obyczaj nakrycia oblicza chustą. Paul Badde w swoim wywiadzie [link na samym dole] mówi, że Jan Paweł II był już zbyt chory by odwiedzić Manoppello. Znał wyniki sensacyjnego odkrycia Świętego Oblicza, oglądał fotografie otrzymane od niemieckiego dziennikarza i udzielił mu "bardzo osobistej odpowiedzi".



Niezwykła relikwia Zmartwychwstania
-- ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Mieszkańcy Manoppello zawsze uważali, że obraz Twarzy Chrystusa w ich kościele parafialnym został utrwalony w cudowny sposób na chuście, która została położona w grobie na głowie Jezusa i stała się świadkiem Zmartwychwstania.

Klaus Berger, profesor teologii Nowego Testamentu na Wydziale Teologii Ewangelickiej uniwersytetu w Heidelbergu, jeden z najbardziej znanych współczesnych biblistów niemieckich, autor licznych publikacji książkowych, pisze w niemieckim wydaniu Focusa, że „obraz twarzy Jezusa z Manoppello jest pierwszą stroną Ewangelii. Ewangelia jest tekstem, a poprzedza go ten właśnie obraz Zmartwychwstania (…). Według tradycji żydowskiej, aby dowieść czegoś przed sądem, trzeba było przedstawić dwóch świadków. I tu właśnie mamy dwóch świadków – Jana i Piotra, ale też dwa dowody – dwa kawałki płótna: Całun Turyński i Oblicze z Manoppello. Są to zatem dwa rzeczowe dowody Zmartwychwstania. Zmartwychwstanie jest faktem, nie jest to teologiczna metafora. Zmartwychwstanie jest rzeczywistością. I o tym mówi ów obraz z Manoppello”.

Pogrzeb poranionego i zakrwawionego ciała wymagał, zgodnie z tradycją żydowską, użycia wielu płócien i chust. Z ust i nosa umierającego Chrystusa obficie popłynęła krew. Ktoś ze stojących pod krzyżem przycisnął lnianą chustę do Jego twarzy. Krwotok był tak obfity, że trzeba było chustę złożyć i jeszcze raz przycisnąć do twarzy Zmarłego. Ta lniana chusta, o wymiarach 855 na 525 mm, z obfitymi plamami krwi i płynu surowiczego, zachowała się do naszych czasów i od VIII w. znajduje się w najstarszym skarbcu Hiszpanii – w katedrze w Oviedo. Badania naukowe stwierdzają, że ta lniana tkanina pochodzi z I wieku. Jest to sudarion, czyli chusta, którą ocierano twarz umierającego, zgodnie ze zwyczajem żydowskim. Rozmieszczenie plam krwi znajdujących się na chuście z Oviedo jest w całkowitej zgodności z odbiciem twarzy na Całunie Turyńskim. Na obu płótnach znajduje się krew grupy AB, pochodząca od tego samego Człowieka.

Po zdjęciu z krzyża ciało Jezusa zostało najpierw całe zawinięte w przeszło czterometrowy lniany całun (sindon). Uczyniono tak, aby zgodnie z żydowskim zwyczajem nie dotykać martwego ciała gołymi rękami i nie rozlewać krwi. Aby nie dopuścić do otwarcia ust Zmarłego, do ich przewiązania użyto jeszcze innej chusty, tak zwanej pathil, która przechowywana jest w Cahors na południu Francji.

Następnie owinięto i obwiązano znajdujące się w całunie ciało szerokimi opaskami z płótna (othonia), zawiązywanymi na krzyż, obficie wylewając przy tym na zewnątrz i do wewnątrz oleje oraz wonności. Dopiero tak całkowicie zawinięte i obwiązane jak kokon ciało Jezusa złożono do grobu i tam na Jego głowie została położona drogocenna chusta z bisioru.

W Ewangelii św. Jana czytamy o płótnach w pustym grobie Chrystusa. Według tej relacji Piotr i „drugi uczeń” pobiegli wczesnym rankiem do grobu, lecz ów „drugi uczeń” wyprzedził Piotra: „A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył” (J 20, 5-8).


Wybitny znawca greki Antonio Persili w książce "Sulle tracce del Risorto" (Tivoli 1988), korzystając z dorobku innych egzegetów oraz ojców Kościoła (Cyryla Jerozolimskiego i Cyryla Aleksandryjskiego), proponuje korektę tłumaczenia fragmentu z Ewangelii św. Jana (20, 5-8): „Jan, kiedy się nachylił, ujrzał leżące, nienaruszone płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, nie opadniętą tak jak płótna, ale podniesioną, pozostającą w pozycji owinięcia w jednym miejscu”. Apostoł Piotr, widząc nietknięte płótna grobowe, przez które cudownie przeniknęło uwielbione ciało Jezusa, uwierzył w Zmartwychwstanie, chociaż jeszcze nie widział Zmartwychwstałego. Podczas Zmartwychwstania człowieczeństwo Jezusa zostało uwielbione. Zamieszkała w Nim „cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała” (Kol 2, 9). Płótna grobowe, które owijały martwe ciało Jezusa, po Jego Zmartwychwstaniu całkowicie opadły, spłaszczyły się, ponieważ pozostały puste, gdy Zmartwychwstałe Ciało przeniknęło przez nie. Tylko w miejscu głowy płótna grobowe zachowały niezmieniony kształt, dlatego że wcześniej zostały mocno nasączone krwią i wonnościami, a po wyschnięciu stały się twarde jak karton. Sądzi się, że właśnie na samym wierzchu głowy leżącego w grobie Jezusa, który był szczelnie owinięty płótnami grobowymi, została położona chusta z drogocennego bisioru – jako znak szczególnego szacunku. Ta wyjątkowa relikwia znajduje się dziś w Manoppello.

Ewangelista Jan spośród sześciu greckich wyrazów określających akt widzenia użył słowa eiden„ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Słowo to wskazuje na fakt, że się nie tylko widzi, ale i rozumie. Święty Jan pragnął w ten sposób mocno podkreślić, że kiedy zobaczył kształt nienaruszonych płócien, zrozumiał, że ciało Jezusa w tajemniczy sposób przeniknęło przez płótna grobowe, a więc Jezus musiał zmartwychwstać. Dlatego kiedy św. Jan zobaczył w grobie kształt płócien, od razu uwierzył w Zmartwychwstanie Jezusa.

Zmartwychwstający Jezus zostawił nam szczególny znak swojej Męki, Śmierci i Zmartwychwstania – przez cudowne odbicie całego swojego ciała na płótnie grobowym, o długości 436 cm i szerokości 110 cm, w które zostały zawinięte Jego zwłoki. Na Całunie jest odbity fotograficzny, trójwymiarowy negatyw przodu i tyłu ciała, natomiast liczne ślady krwi grupy AB są w pozytywie. Obraz jest anatomicznie perfekcyjny i współczesna nauka nie jest w stanie go odtworzyć. Ciało musiało w tajemniczy sposób przeniknąć przez płótna grobowe, gdyż nie ma żadnych śladów odrywania, a krwawe strupy i struktura tkaniny są nienaruszone. Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał Święty Całun Turyński „szczególnym świadkiem Paschy: Męki, Śmierci i Zmartwychwstania” (13.04.1980 r.). „Dla człowieka wierzącego – mówił Jan Paweł II – istotne jest przede wszystkim to, że Całun to zwierciadło Ewangelii (…). Całun jest znakiem naprawdę niezwykłym, odsyłającym do Jezusa, prawdziwego Słowa Ojca…” (24.05.1998 r.).

Zmartwychwstający Jezus zostawił również odbicie swojej twarzy na Całunie z Manoppello. Jest wielce prawdopodobne, że podczas Zmartwychwstania Chrystusa miało miejsce tajemnicze promieniowanie, które spowodowało utrwalenie się wizerunku twarzy na przezroczystym, cieniutkim welonie z bisioru położonym na głowie zmarłego Jezusa. Naukowcy przypuszczają, że ten sam rodzaj energii spowodował odbicie przodu i tyłu martwego ciała Jezusa na Całunie Turyńskim.

Wszystko wskazuje na to, że to sam Wcielony Bóg zostawił nam dwa wstrząsające obrazy swojego Boskiego Oblicza: jeden na Całunie Turyńskim, a drugi na Chuście z Manoppello. Są one zapisem kulminacyjnego momentu w historii ludzkości, w którym dokonało się definitywne zwycięstwo nad szatanem, grzechem i śmiercią. Syn Boży, stając się prawdziwym człowiekiem, mógł jako Bóg wziąć w swoje człowieczeństwo grzechy wszystkich ludzi: „On się obarczył naszym cierpieniem, (…) On dźwigał nasze boleści” (por. Iz 53, 4). Z dziejów każdego człowieka przejął wszystkie grzechy i śmierć. Będąc sam bez grzechu, doświadczył, jak strasznym cierpieniem jest grzech. W największym cierpieniu, w doświadczeniu największego zła podczas Męki i Śmierci na krzyżu, Jezus był doskonale posłuszny Ojcu i w ten sposób przezwyciężył grzech i śmierć, otrzymując od Ojca dar zmartwychwstałego życia.

Wizerunek twarzy na Chuście z Manoppello oraz odbicie przodu i tyłu martwego ciała na Całunie Turyńskim nie zaistniały na skutek bezpośredniego kontaktu ciała z płótnem, ale dzięki cudownej Bożej interwencji w trakcie Zmartwychwstania Chrystusa. Otrzymaliśmy cudowny zapis kolejnych etapów uwielbienia Chrystusowego człowieczeństwa. Na Całunie Turyńskim został utrwalony obraz jeszcze martwego ciała Jezusa, ale już w momencie rozpoczynającego się procesu Jego uwielbienia. Ciało już zaczęło emanować tajemniczą energię, która z niezwykłą precyzją spowodowała utrwalenie się na płótnie wizerunku całego ciała w fotograficznym negatywie.

Natomiast na Chuście z Manoppello został utrwalony wygląd twarzy już żyjącego Jezusa w fotograficznym pozytywie, ale jeszcze przed zakończeniem procesu Jego uwielbienia, ponieważ widać na twarzy ślady ran i opuchnięć. Kiedy po raz pierwszy widzi się Oblicze z Manoppello, może się zrodzić uczucie zawodu, gdyż nie jest Ono tak piękne, jak byśmy tego oczekiwali. Trzeba mieć jednak świadomość, że jest to Twarz Jezusa zmartwychwstającego, a więc jeszcze nie w pełni uwielbionego. Piękno Zmartwychwstałego Jezusa nieskończenie przekracza wszelkie nasze wyobrażenia. Będziemy Go mogli oglądać i w pełni się Nim cieszyć dopiero w niebie. Oblicze z Manoppello jest twarzą zmartwychwstającego Chrystusa, w momencie Jego przechodzenia ze śmierci do życia. Dokonywało się wtedy całkowite przeobrażanie zmaltretowanego w męce i śmierci na krzyżu ciała Jezusa, który dobrowolnie został „przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy (…). Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego patrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi (…) jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53, 5.2b-4).

Twarz z Manoppello jest obliczem zmartwychwstającego Chrystusa, ale jeszcze ze śladami męki, a więc w procesie uwielbienia, całkowitego przeobrażenia, „przyodziewania się tego, co zniszczalne, w niezniszczalność, tego, co śmiertelne, w nieśmiertelność” (por. 1 Kor 15, 53).

Boskie Oblicze z Manoppello sprawia wrażenie, jakby zostało namalowane światłem; zmienia swój wyraz w zależności od kąta patrzenia i od rodzaju oświetlenia. Tylko w świetle słonecznym nabiera pełnego wyrazu i piękna.

Najstarsza nazwa obrazu z Manoppello to acheiropoietos, która wskazuje na fakt, że nie został namalowany on ludzką ręką, a więc jest dziełem samego Boga. Oblicze z Manoppello ukazuje prawdziwe Oblicze Boga. Pan Bóg zostawił nam czytelny obraz prawdy o swoim Wcieleniu, śmierci i Zmartwychwstaniu. Przez ten obraz jednoznacznie potwierdził, że rzeczywiście stał się prawdziwym człowiekiem, że wziął na siebie wszystkie nasze cierpienia i grzechy, że prawdziwie umarł i zmartwychwstał, aby nas uwolnić od grzechu i śmierci oraz doprowadzić do pełni szczęścia w niebie.

Boskie Oblicze z Manoppello jest rzeczywiście niezwykłą relikwią zmartwychwstającego Pana. Jej największym zadaniem jest wskazywanie nam wszystkim na rzeczywistą obecność Osoby Zmartwychwstałego w tajemnicy Eucharystii. „Eucharystyczna Hostia jest »chlebem całunowym«, w którym ukrywa się Bóg” – pisał św. Tomasz z Akwinu. Eucharystia jest naszym największym skarbem, gdyż jest to sam Jezus, który pragnie się dzielić z nami swoim zmartwychwstałym życiem, uzdrawiać wszystkie nasze choroby ducha i ciała.

Tak mówił Pan Jezus św. Faustynie: „Pragnę jednoczyć się z duszami ludzkimi; rozkoszą Moją jest łączyć się z duszami. Wiedz o tym, córko Moja: kiedy przychodzę w Komunii św. do serca ludzkiego, mam ręce pełne łask wszelkich i pragnę je oddać duszy, ale dusze nawet nie zwracają uwagi na Mnie, pozostawiają Mnie samego, a zajmują się czymś innym. O, jak mi smutno, że dusze nie poznały miłości. Obchodzą się z Mną jak z czymś martwym” (Dz. 1385).

Wizerunek Oblicza Jezusa na Całunie Turyńskim, na Chuście z Manoppello i przede wszystkim w eucharystycznej Hostii zaprasza nas wszystkich do codziennej wytrwałej modlitwy i adoracji. Jednak „do pełnej kontemplacji oblicza Pańskiego – pisze Jan Paweł II – nie możemy dojść o własnych siłach, ale jedynie poddając się prowadzeniu łaski. Tylko doświadczenie milczenia i modlitwy stwarza odpowiednie podłoże, na którym może dojrzeć i rozwinąć się bardziej prawdziwe, adekwatne i spójne poznanie tajemnicy, najwznioślej wyrażonej w dobitnych słowach ewangelisty Jana: »A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy« (J 1, 14)” (list apostolski Novo millennio ineunte).

Kardynał Meisner z Kolonii po przeczytaniu książki Boskie Oblicze. Całun z Manoppello napisał: „Tym, co mnie osobiście najbardziej poruszyło w tej książce, jest fakt, że tak zwane Oblicze z Manoppello dokładnie pokrywa się z wizerunkiem utrwalonym na Całunie z Turynu. O ile jednak w Turynie jest to oblicze malowane męką, o tyle to oblicze – jak powiedziałem: całkowicie pokrywające się z wizerunkiem z Turynu – malowane jest mocą wielkanocnego zwycięstwa. »Bóg żyje, Chrystus zmartwychwstał« – takie jest orędzie tej książki. I dlatego tę książkę warto przeczytać. Jest ona wielkim darem na początek nowego tysiąclecia... W swoim brewiarzu mam małą reprodukcję Całunu z Manoppello i zanim rozpocznę modlitwę, zawsze spoglądam w oczy Jezusa. A On patrzy wprost w nasze serce. Jezus nie patrzy jak policjant czy oficer śledczy, lecz Jego spojrzenie napełnia nas odwagą. Jeśli to prawda, że najkrótszą drogą do spotkania dwojga ludzi jest spojrzenie, o ileż bardziej dotyczy to spotkania człowieka z Bogiem. Spojrzenie jest najkrótszą drogą do spotkania między Bogiem a człowiekiem. Muszę przyznać, że w zrozumieniu tej prawdy bardzo pomogło mi właśnie spotkanie z Całunem z Manoppello. Kiedy spojrzałem na to zagadkowe płótno – które jest tak cienkie, że z daleka w ogóle go nie widać, że aby je zobaczyć, musimy stanąć przed nim na wyciągnięcie ręki – poczułem głębokie wzruszenie… Oblicze Jezusa z Manoppello bardzo głęboko odbiło się w mojej duszy”.

-- ks. Mieczysław Piotrowski TChr, Miłujcie się, Nr 4/2006



Manoppello. Chusta w relikwiarzu [wymiary bez ram: 17cm x 24cm]



Tak wygląda Święte Oblicze z Manoppello - pod światło (wizerunek można oglądać z dwóch stron). Niewielka chusta [wym. 17cm x 24 cm] jest utkana z bardzo dziwnego materiału. Jest cienki jak pajęczyna i przejrzysty jak nylonowa pończocha. W cieniu ma grafitowoszary kolor, a w świetle jarzeniówek miodowozłoty. W jasnym świetle dnia twarz mężczyzny na obrazie robi się trójwymiarowa, jak na dzisiejszych hologramach. – Całun jest tak delikatny, że wydaje się, iż po zwinięciu go można by go zmieścić w łupince włoskiego orzecha – mówi Badde. Dziennikarz ustalił najpierw, że to najprawdopodobniej bisior, zwany też morskim jedwabiem. Była to najdroższa tkanina starożytności. Jest o wiele delikatniejsza niż zwykły jedwab. Dzisiaj żyje już tylko jedna kobieta na świecie, która umie go wytwarzać. Badde dotarł do niej. To Chiara Vigo z wyspy Sant Antioco koło Sardynii. Przodkami Chiary byli Fenicjanie i Chaldejczycy. To właśnie te ludy przekazywały sobie „przepis” na morski jedwab. Żeby pozyskać nici bisioru, trzeba nurkować po żyjącego w Morzu Śródziemnym wielkiego małża – przyszynkę szlachetną. Mierzy on do 90 cm długości. Morski jedwab powstaje z wydzieliny jednego z jego gruczołów. Chiara Vigo potwierdziła, że chusta z Manopello to bisior, i to najdelikatniejszy jaki w życiu widziała. Wyjaśniła też dziennikarzowi, że bisior można co prawda zafarbować purpurą, ale jest fizycznie niemożliwe namalowanie na nim czegokolwiek. Obraz nie jest też odbiciem twarzy. Bo gdyby był, to wizerunek miałby zupełnie inne proporcje, odbicie byłoby bardzo rozciągnięte i rozmyte. Jakim cudem powstał więc ten wizerunek? Siostra Blandina widzi to tak: – Wizerunki z Turynu i Manopello są i zawsze pozostaną zagadką. Są one wynikiem cudu, jakkolwiek niechętnie używa się dziś tego słowa, zwłaszcza w kręgach znanych mi teologów – powiedziała Paulowi Badde. [Paul Badde "Boskie Oblicze", Polwen, Radom 2006]



500 lat Świętego Oblicza z Manoppello (1506-2006)



Benedykt XVI w Manoppello 1-09-2006. [►powiększenie]



"Szukać oblicza Chrystusa"
Benedykt XVI w Manoppello, 1-09-2006 [fragmenty przemówienia]

Drodzy bracia i siostry!

Pragnę przede wszystkim podziękować Panu za to dzisiejsze spotkanie, tak proste i rodzinne, w miejscu, gdzie możemy rozmyślać nad misterium miłości Bożej, kontemplując Ikonę Świętego Oblicza (...).

Gdy kilka chwil temu trwałem na modlitwie, myślałem o dwóch pierwszych Apostołach, którzy pobudzeni przez Jana Chrzciciela nad brzegiem Jordanu, poszli za Jezusem, jak czytamy na początku Ewangelii św. Jana (por. J 1, 35-37). Ewangelista opowiada, że Jezus odwrócił się i spytał ich: Czego szukacie? Oni odpowiedzieli: Rabbi, gdzie mieszkasz? A On: Chodźcie, a zobaczycie (por. J 1, 38-39). Tego samego dnia ci dwaj, którzy poszli za Nim, zdobyli niezapomniane doświadczenie, które doprowadziło ich do wyznania: Znaleźliśmy Mesjasza (J 1, 41). Ten, którego kilka godzin wcześniej uważali za zwykłego „rabbiego”, zyskał teraz określoną dokładnie tożsamość - Chrystusa oczekiwanego od wieków. Ale jak długą drogę mieli jeszcze w rzeczywistości przed sobą ci uczniowie! Nie byli w stanie nawet wyobrazić sobie, jak bardzo tajemnica Jezusa z Nazaretu może być głęboka; jak bardzo Jego Oblicze może okazać się nieprzeniknione i niepojęte. Tak bardzo, że po trzech latach, które razem przeżyli, Filip, jeden z nich, usłyszy podczas Ostatniej Wieczerzy: Tak długo jestem z wami i jeszcze Mnie nie poznałeś, Filipie? A następnie słowa, które wyrażają całą nowość objawienia Jezusa: Kto zobaczył mnie, zobaczył i Ojca (J 14, 9). Dopiero po męce, kiedy spotkają Go zmartwychwstałego, kiedy Duch oświeci ich umysły i serca, Apostołowie zrozumieją znaczenie słów wypowiedzianych przez Jezusa i uznają Go za Syna Bożego, Mesjasza obiecanego dla zbawienia świata. Dopiero wtedy staną się Jego niezmordowanymi wysłannikami, odważnymi świadkami aż do męczeństwa.

Kto zobaczył Mnie, zobaczył i Ojca. Tak, drodzy bracia i siostry, aby zobaczyć Boga, trzeba poznać Chrystusa i pozwolić się ukształtować przez Jego Ducha, który prowadzi wierzących do całej Prawdy (por. J 16, 13). Kto spotyka Chrystusa, kto pozwala się Mu pociągnąć i jest gotowy, by kroczyć za Nim aż do ofiary ze swego życia, doświadcza osobiście, jak On na krzyżu, że tylko ziarno, które zostanie wrzucone w ziemię i obumrze, przynosi plon obfity (por. J 12, 24). Taka jest droga Chrystusa, droga miłości całkowitej, która zwycięża śmierć: kto nią kroczy i nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne (por. J 12, 25). Znaczy to, iż żyje w Bogu już na tej ziemi, pociągnięty i przekształcony przez wspaniałość Jego Oblicza. Takie jest doświadczenie prawdziwych przyjaciół Boga, świętych, którzy rozpoznali i umiłowali w braciach, zwłaszcza tych najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących, Oblicze Boga kontemplowanego przez długi czas z miłością w modlitwie. Święci są dla nas pociągającymi przykładami do naśladowania; przekonują nas, że jeśli kroczymy wiernie tą drogą, drogą miłości, także my, jak śpiewa psalmista, będziemy nasyceni obecnością Boga (por. Ps 17, 5).

Jesu... quam bonus te quaerentibus! - „Jak dobry jesteś, Jezu, dla tego, który Cię szuka!” Tak śpiewaliście przed chwilą, wykonując starożytny hymn Jesu, dulcis memoria, który jest przypisywany św. Bernardowi. Jest to hymn, który nabiera szczególnej wymowy w tutejszym sanktuarium poświęconym Świętemu Obliczu i który przywołuje na pamięć Psalm 23: Oto pokolenie, które Go szuka, które szuka Jego Oblicza Boga Jakuba (w. 6). Ale jakie jest to pokolenie, które szuka Oblicza Bożego? Jakie pokolenie jest godne, aby wstąpić na górę Pana i stanąć w tym świętym miejscu? Psalmista wyjaśnia: to są ci, którzy mają ręce nieskalane i serce czyste, którzy nie wypowiadają kłamstw i nie przysięgają fałszywie przeciw bliźniemu (w. 3-4).

A zatem, aby wejść w komunię z Chrystusem i kontemplować Jego Oblicze, aby rozpoznać Oblicze Pana w obliczu braci i w różnych doświadczeniach codzienności, niezbędne są ręce nieskalane i serce czyste. Ręce nieskalane, tzn. egzystencje oświecone prawdą miłości, która zwycięża obojętność, zwątpienie, kłamstwo i egoizm; ponadto konieczne są serca czyste, serca pociągnięte Bożym pięknem, jak mówi mała Teresa z Lisieux w modlitwie do Świętego Oblicza, serca, na których jest odciśnięte Oblicze Chrystusa (...).

„Szukam Oblicza Twego, Panie”. Szukanie Oblicza Chrystusa ma być centralnym pragnieniem wszystkich chrześcijan. W istocie to właśnie my jesteśmy pokoleniem, które teraz szuka Jego Oblicza, Oblicza Boga Jakuba. Jeśli wytrwamy w poszukiwaniu Oblicza Chrystusa, na końcu naszego ziemskiego pielgrzymowania On sam, Jezus, będzie naszą radością wieczną, naszą odpłatą i chwałą na wieki. Sis Jesu nostrum gaudium, / qui es futurus praemium: / sit nostra in te gloria, /per cuncta semper saecula.

Oto pewność, która ożywiała świętych tego regionu, pośród których chcę wymienić w sposób szczególny Gabrielę od Matki Bożej Bolesnej i Kamila z Lellis. Do nich biegnie nasze pełne szacunku wspomnienie i nasza modlitwa. Szczególnie pobożną myśl kierujemy teraz do Królowej wszystkich świętych, do Maryi Dziewicy, którą czcicie w różnych sanktuariach i kaplicach rozsianych po wzgórzach i górach Abruzji. Niech Matka Boża, na której obliczu bardziej niż u jakiegokolwiek innego stworzenia uwidaczniają się rysy Słowa Wcielonego, czuwa nad rodzinami i parafiami, nad miastami i narodami całego świata. Niech nam pomaga Matka Stworzyciela, by szanowano także naturę, wielki dar Boga, jaki tutaj możemy podziwiać, patrząc na wspaniałe góry wokół. Ten dar jednak jest coraz bardziej narażony na poważne zagrożenia degradacji środowiska i tym bardziej powinien być chroniony i otaczany opieką (...).

Drodzy bracia i siostry! Jeszcze raz dziękuję za waszą obecność. Wam wszystkim i waszym bliskim błogosławię słowami starożytnej formuły biblijnej: Niech Pan was błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad wami, niech was obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku wam oblicze swoje i niech was obdarzy pokojem (Lb 6, 24-26). Amen!

-- Tłum. ks. Mirosław Mejzner SAC [www.opoka.org.pl]
Fragmenty przemówienia Ojca Świętego wygłoszonego podczas pielgrzymki do Manoppello 1 IX 2006.



Film DVD o wizycie Benedykta XVI w Manoppello 1-09-2006 r.



Panorama Manoppello ►[na mapie] 6,8 tys. mieszk. w 2009 r. - miejscowość w Abruzji, w Apeninach Środkowych (25 km na płd-wsch. park narodowy masywu Majella z Monte Amaro 2793 m n.p.m.). Manoppello leży 180 km na wschód od Rzymu oraz 23 km na płd.-zach. od Pescary (wybrzeże Adriatyku). [Foto: Flickr]powiększenie



Sanktuarium Świętego Oblicza przy klasztorze ojców kapucynów OFM Cap w Manoppello. Współrzędne GPS: [42° 14' 59.52" N] x [14° 3' 44.07" E] Św. Ojciec Pio, również kapucyn, powiedział kiedyś: "Święte Oblicze w Manoppello to z pewnością największy cud, jaki mamy". [foto: Panoramio] powiększenie




"Boskie oblicze" - film Grzegorza Górnego i Leszka Dokowicza [produkcja Mirar dla TVP1, 2006 r., czas 29 minut] część 1 - [10:04]




Część 2 - [10:00]




Część 3 - [8:58]



Ołtarz w Sanktuarium Świętego Oblicza w Manoppello. W środkowym oknie, nad tabernakulum, widoczny relikwiarz z chustą z bisioru [►powiększenie]



"Autoportret Jezusa" - rozmowa z Paulem Badde, autorem sensacyjnej książki [tłum. Artur Kuć, Sekty i Fakty]
"Powrót przed Boskie Oblicze" - rozmowa z ojcem Carmine Cucinelli OFMCap, kustoszem sanktuarium w Manoppello [Niedziela, Nr 10/2010]
"Jestem tu, aby adorować i kontemplować Oblicze Wcielonego Boga" - rozmowa z siostrą Blandiną Paschalis Schlömer – niemiecką trapistką, prowadzącą pustelnicze życie przy sanktuarium Świętego Oblicza w Manoppello [Niedziela, Nr 12/2010]
www.voltosanto.it [strona Sanktuarium Świętego Oblicza w Manoppello]
www.sr.blandina.ofm.li/ [strona siostry Blandiny Paschalis Schlömer]



Mój poprzedni artykuł w tym temacie: "Całun Turyński" - 16-05-2010


Całun Turyński




Post opublikowany pierwotnie w Salonie 24 [16-05-2010]:



"Całun przyjął Jezusa martwego, a oddał Go żywego"
-- Ks. prof. Waldemar Chrostowski

Badania wskazują, że Całun Turyński jest bezcenną relikwią, która obrazuje i potwierdza szczegóły ewangelicznych narracji o męce i śmierci Jezusa Chrystusa.

Rozpoczynając jesienią 1978 r. studia biblijne w rzymskim Papieskim Instytucie Biblijnym, przeżyłem dwa historyczne wydarzenia: wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, a nieco wcześniej (pomiędzy 26 sierpnia a 8 października 1978 r.) wystawienie Całunu Turyńskiego dla uczczenia 400. rocznicy jego przeniesienia do tego miasta. Pod koniec września, po całonocnej podróży koleją z Rzymu do Turynu, dotarłem do katedry, w której relikwia jest przechowywana. W wielotysięcznym tłumie pielgrzymów towarzyszyły mi uczucia, które ogarniały wszystkich: zaduma i podziw na widok Twarzy, której wizerunek widnieje na bezcennym płótnie. Odwiedziny rychło przeobraziły się w modlitwę połączoną z pragnieniem, by dotrzeć do Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Również i to pragnienie miało się wkrótce spełnić.


Z Jerozolimy do Turynu

To, co wiemy, początkami sięga połowy XIV wieku. W 1357 r. w kościele w Lirey, 150 km od Paryża, wystawiono na widok publiczny płótno uznawane za Całun, w który zostało owinięte ciało Jezusa przed złożeniem do grobu. Było ono własnością Geoffroya de Charnay, który poległ w bitwie pod Poitiers. O publiczny pokaz płótna zadbała wdowa po zabitym rycerzu. W odniesieniu do wcześniejszych losów Całunu historia miesza się z legendą, przy czym legenda to nie wymysł, lecz pamięć karmiona wrażliwością, emocjami i pobożnością.

Pierwszym bohaterem tej pamięci jest Abgar V z Edessy (obecnie płd.-wsch. Turcja), król Partów (13-50 r. po Chr.). Cierpiąc na uciążliwe choroby skórne, wysłał do Ziemi Świętej swego sługę, by zaprosił Jezusa (o którym wiedział, że ma moc czynienia cudów) do Edessy celem uzdrowienia go. W apokryficznej "Opowieści o wizerunku z Edessy" czytamy, że gdy sługa dotarł do Jezusa, On "obmył twarz swoją, następnie wytarł z niej wilgoć podanym Mu ręcznikiem (gr. "tetradiplon") i Boskim niepojętym sposobem sprawił, że odbił się na nim Jego wizerunek". Tę wersję znał i utrwalił na piśmie cesarz bizantyjski Konstantyn Porfirogeneta (945-959). Pomijając pewne szczegóły, wzorowane na starotestamentowych opowiadaniach o cudach Eliasza i Elizeusza, legenda próbuje wyjaśnić obecność w Edessie tajemniczego płótna, które miało związek z przyjęciem przez Abgara V i jego dwór wiary chrześcijańskiej i chrztu.

Po śmierci króla nastąpiły prześladowania chrześcijan, a tajemnicze płótno zostało ukryte. Odnaleziono je w 525 r., gdy z wielkiej powodzi, która zniszczyła Edessę, ocalał relikwiarz z "ręcznikiem". Tak urobiono nazwę relikwii: "Mandylion" - od łac. "mantile", czyli ręcznik oraz chusta, obrus, a także "mantellum", czyli okrycie, szata. Jednak użyty w tekście Konstantyna grecki rzeczownik "tetradiplon" przetłumaczony jako "ręcznik" ma w rzeczywistości inną genezę. Długie płótno złożono najpierw na połowę, a potem jeszcze dwukrotnie na połowę, w rezultacie czego powstały cztery ("tetra") podwójne warstwy ("diplon"), czyli łącznie osiem warstw tkaniny [patrz ilustracja poniżej]. Na wierzchniej warstwie znalazło się oblicze Jezusa i to ono było publicznie pokazywane, a także czczone, podczas gdy cały plik został przybity do deski. Resztę wierzchniej warstwy tkaniny zakryto złoconą kratą, a więc nie wiedziano bądź nie przykładano należytej wagi do tego, że na płótnie znajduje się dwukrotne odbicie całego ciała - od strony pleców i twarzy. Zachowało się wiele średniowiecznych wyobrażeń, zwłaszcza umieszczanych na relikwiarzach ukazujących jedynie oblicze czczone jako odbicie twarzy Jezusa. Od VI w. ów wizerunek utrwalił się w chrześcijańskiej ikonografii i sztuce sakralnej tak mocno, że wielokrotnie go odwzorowywano jako autentyczne świadectwo prawdziwego wizerunku twarzy Zbawiciela.

Pod koniec I tysiąclecia południowe obszary Azji Mniejszej były coraz bardziej zagrożone niszczycielskimi najazdami plemion tureckich. W 944 r. Mandylion został przeniesiony z Edessy do Konstantynopola, o znaczeniu tego wydarzenia świadczy zaś wspomniana opowieść cesarza Konstantyna, który wiedział, jak wielką wartość przedstawia ta relikwia. Po przeniesieniu do Konstantynopola została rozwinięta, dokładnie ją obejrzano, a wtedy oględziny wskazały na obecność na płótnie wycieków krwi. Cesarz i jego otoczenie zachowali tę wiedzę dla siebie, zapewne by nie burzyć utrwalonej przez wieki wersji o związkach płótna z "chustą", która dotarła do króla Abgara i cudownie przywróciła mu zdrowie. W przytoczonej wyżej "Opowieści o wizerunku z Edessy" znalazło się dopowiedzenie, że krwawe ślady powstały w Ogrójcu, gdy z twarzy Jezusa "ściekał pot jak krople krwi, wtedy miał On wziąć od jednego z uczniów ten kawałek płótna, który dziś oglądamy, i wytrzeć nim krople potu, i natychmiast odbił się wciąż jeszcze widoczny obraz Jego boskiego oblicza".


W 1204 r. Konstantynopol został splądrowany przez rycerzy z Europy, którzy uczestniczyli w czwartej wyprawie krzyżowej. Nie dotarli oni do Ziemi Świętej, zajęli jednak i ograbili stolicę Cesarstwa Wschodniego. Pamięć o tych bolesnych wydarzeniach pozostaje do dzisiaj żywa wśród chrześcijan greckich. Robert de Clari, ich kronikarz, napisał: "Wśród innych klasztorów był jeden nazwany Świętej Maryi Blacherneńskiej, gdzie przechowywano Sindones, w który nasz Pan został owinięty; na każdym skraju widniał, jakby stał na nogach, tak że można było oglądać postać naszego Pana". Ta relacja wskazuje, że płótno zostało rozłożone i oczom wiernych ukazała się cała postać. Wtedy też poważnie zakwestionowano jeden z zasadniczych aspektów legendy utrwalonej w X w. przez cesarza Konstantyna, ten mianowicie, że odbicie Twarzy miałoby pochodzić z okresu ziemskiego życia i publicznej działalności Jezusa.


Lata 1204-1357 bywają określane jako "drugie ukrycie" Całunu. Przypuszcza się, że trafił on w ręce zakonu templariuszy, którego członkowie, dopuszczając się nadużyć doktrynalnych i moralnych, zostali w 1307 r. na rozkaz Filipa Pięknego, króla Francji, aresztowani, a wkrótce osądzeni za herezję i straceni. Jeden z nich - Geoffroy de Charnay, jest od 1337 r. wymieniany jako właściciel "ukrytej" relikwii. Zachował się opis inicjacji, którą w 1287 r. przeszedł rycerz Arnaut Sabatier: "Zawieziono mnie w tajemnicze miejsce, do którego dostęp mieli jedynie bracia zakonu. Tutaj pokazano mi długi, utkany z lnu kawał płótna z odbitym na nim wizerunkiem człowieka. Pouczono mnie, bym oddał cześć relikwii, przyklękając i składając na niej trzykrotny pocałunek".


Podczas pierwszego w Europie publicznego wystawienia płótna w 1357 r. entuzjazm pielgrzymów łączył się z niedowierzaniem i zastrzeżeniami, w rezultacie których bp Henryk, biskup diecezji Troyes, polecił je ukryć. Ale zainteresowanie wiernych było tak duże, że w 1389 r. legat papieski zezwolił, by płótno znowu wystawić na widok publiczny. Nasiliło to spory o jego autentyczność, w których dochodziły do głosu dwa przeciwstawne stanowiska potwierdzające albo negujące autentyczność Całunu jako grobowego płótna Jezusa. Po długich kontrowersjach uznano, że wizerunek na Całunie został "nie ręką ludzką uczyniony" (gr. "acheiropoietos"), i w 1506 r. Stolica Apostolska zatwierdziła formularz Mszy św. na wyznaczone na 4 maja liturgiczne święto Całunu.



W tym okresie płótno, złożone wielokrotnie tak, iż miało aż 40 warstw, przechowywano w kościele w Chambery (na terenie francuskiej Sabaudii) w drewnianej szkatule obitej srebrną blachą. 4 grudnia 1532 r. w świątyni wybuchł pożar. Jednak szkatuła szczęśliwie ocalała, srebrna blacha stopiła się od wysokiej temperatury i kilka kropel srebra przedziurawiło tkaninę. Na jednym ze skrajów tkaniny nastąpiło zwęglenie, które po jej rozłożeniu ujawniło 16 dziur oraz liczne mniejsze i większe nadpalenia oraz silne przemoczenia wodą. Gdyby płótno było złożone inaczej, uszkodzenia byłyby wtedy jeszcze większe i dotyczyłyby przede wszystkim Twarzy. Niezbędną naprawę przeprowadziły miejscowe siostry klaryski, uzupełniając braki fragmentami korporałów używanych podczas sprawowania Mszy św. i kilkoma rodzajami ściegów. Niemal wszystkie te dodatki zostały pieczołowicie usunięte podczas renowacji tkaniny w 2002 r. po jej uroczystym wystawieniu podczas Wielkiego Jubileuszu Roku 2000.


Niedługo po pożarze w 1453 r. bezcenne płótno zostało przekazane książęcej dynastii sabaudzkiej, a w 1578 r. przeniesione do Turynu i umieszczone w tamtejszej katedrze św. Jana Chrzciciela, stąd nazwa: Całun Turyński. Do niedawna relikwia stanowiła własność archidiecezji turyńskiej, która wyznaczyła specjalną komisję, złożoną z przedstawicieli Kościoła i władz miejskich, do trwałego zabezpieczenia Całunu i sprawowania nad nim odpowiedniego nadzoru. Od 1983 r. Całun Turyński jest własnością Stolicy Apostolskiej.


Świadectwo męki i śmierci Jezusa

Całun to płat lnianego płótna w kolorze kości słoniowej z żółtawym odcieniem o wymiarach 4,36 m długości i 1,10 m szerokości, utkanego ręcznie skośnym jodełkowym splotem. Każda nić składa się z ok. 70-120 włókien, których skręt jest zgodny z ruchem wskazówek zegara i przemawia za syropalestyńskim pochodzeniem tkaniny. Na płótnie widnieje zarys ciała ludzkiego, które zostało położone na jednej połowie i przykryte przez zawinięcie od strony głowy drugą połową. Na skutek tego po jednej stronie płótna utrwalił się wizerunek martwego ciała od strony pleców, a na drugiej od strony twarzy. Od wieków istnieje przekonanie, że jest to płótno, w które zaraz po śmierci Jezusa owinięto Jego ciało i złożono je w grobie.

Do XIX w. wydawało się, że wizerunek na płótnie może być po prostu malowidłem. Taki pogląd wyrażali rozmaici sceptycy, którzy różnili się w sugestiach co do czasu sporządzenia domniemanego obrazu. Sceptycyzm osiągnął apogeum w haśle "Całun", które dla brytyjskiej "Catholic Encyclopedia" napisał jezuita H. Thurston. 28 maja 1898 r. Secondo Pia, z zawodu adwokat, pokonując najrozmaitsze trudności, wykonał pierwsze fotografie wizerunku na płótnie. Gdy wywołał i utrwalił klisze, stwierdził, że na fotograficznym negatywie widnieje pozytyw wizerunku tajemniczej postaci! Na tych samych kliszach są dwa fotograficzne obrazy, a mianowicie ciało w pozytywie, natomiast płótno i wycieki krwi w negatywie. Zatem tkaninę Całunu można porównać do kliszy fotograficznej. Ta wiadomość stanowiła prawdziwą sensację, wykluczając domysły o namalowaniu wizerunku. Fotografia pozwoliła też zauważyć szczegóły, których nie było widać gołym okiem. Stało się jasne, że wizerunek to negatyw, który powstał w rezultacie podobnego procesu fizykochemicznego jak w przypadku fotografii.


W 1902 r. Yves Delage, profesor anatomii porównawczej na paryskiej Sorbonie, po szczegółowych oględzinach udostępnionych mu fotografii wygłosił wykład, w którym stwierdził, że ślady i miejsca ran widoczne na płótnie dobrze odzwierciedlają anatomiczne szczegóły znane z ewangelicznych opisów męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Wizerunek nie mógł powstać inaczej jak tylko na skutek odbicia martwego ciała Ukrzyżowanego. Wobec silnych ataków części środowisk naukowych, które ze względów światopoglądowych z góry odrzucały jakąkolwiek możliwość łączenia Całunu Turyńskiego z Jezusem Chrystusem, prof. Delage stwierdził: "Uznaję Chrystusa za postać historyczną i nie widzę żadnych powodów, dla których ktokolwiek mógłby gorszyć się tym, że do dziś zachowało się świadectwo Jego ziemskiego życia". Od tej pory tajemnicze płótno stało się przedmiotem licznych badań, analiz i dociekań, które trwają do dzisiaj.


W 1931 r. Giuseppe Enrie, a w latach 1969 i 1971 Giovanni Battista Judica-Cordiglia wykonali kolejne fotografie Całunu, które w całości potwierdziły wcześniejsze ustalenia. Przy okazji publicznego wystawienia go w 1978 r. i II Międzynarodowego Kongresu Syndologicznego (7-8 października 1978 r.) wykonano przy zastosowaniu najnowocześniejszego sprzętu nowe fotografie i pobrano kolejne próbki do naukowej analizy tkaniny, przekazując część z nich do laboratorium NASA w Stanach Zjednoczonych. Ekipa The Shroud of Turin Research Project (Projekt Badań Całunu Turyńskiego) wykonała ponad 6 tysięcy zdjęć, poddając je najrozmaitszej obróbce i badaniom, oraz odtworzyła na monitorze komputera trójwymiarową postać z Całunu. Okazało się, że dwuwymiarowa fotografia zawiera także trzeci wymiar, który pozwolił na wykonanie płaskorzeźby postaci. Z początkiem lat 80. XX wieku na łamach "Shroud Spectrum International" pokazano najbardziej przybliżoną rekonstrukcję twarzy Chrystusa. Towarzyszyło temu opublikowanie rezultatów wszechstronnej analizy komputerowej uwzględniającej strukturę krwi oraz drobiazgowe wyniki badań śladów rozpoznanych na płótnie ran i urazów.


Opierając się na tych informacjach, specjaliści z zakresu medycyny sądowej ustalili, że postać widoczna na Całunie zmarła w rezultacie ukrzyżowania. Skazaniec miał ok. 1,8 metra wzrostu, a więc był wyższy niż przeciętni mężczyźni w tamtych czasach. Na płótnie widać dwie ciemniejsze smugi ciągnące się wzdłuż jako nadpalenia powstałe w wyniku pożaru w 1532 roku. Uszkodziły one nieco wizerunek postaci od ramion do łokci, ale mimo to reszta ciała, od strony pleców i twarzy, pozostaje wyraźnie widoczna. Najbardziej wymowna jest twarz, której wygląd naznaczony jest wielkim cierpieniem. Specjaliści w dziedzinie psychologii dopatrzyli się na niej licznych symptomów bolesnych przeżyć i uczuć, które stały się udziałem Ukrzyżowanego: odrzucenie, opuszczenie, poniżenie i podeptanie godności. Mimo to na twarzy zaznacza się spokój, którego teologicznym wytłumaczeniem jest głębokie przeświadczenie o sensie cierpienia i zbliżającej się śmierci. Chirurdzy i patolodzy dopatrzyli się licznych śladów krwawych wybroczyn i obrzęków, przy czym najwyraźniejszy jest obrzęk prawego oka i rana na jego powiece. Po prawej stronie twarzy widać też inne rany oraz ślady po wyrwaniu włosów z brody. W okolicach nosa rozpoznano również ślady silnego uderzenia kijem bądź innym przedmiotem. Z kolei ślady krwi na czaszce pokrywają w nieregularnych odstępach cały wierzch głowy i zgadzają się z ewangelicznymi wzmiankami o ukoronowaniu Jezusa cierniową koroną. Doliczono się 13 głębokich przekłuć na czole i 20 z tyłu głowy, ale wszystkich urazów było co najmniej dwa razy więcej. Ich ułożenie jest zgodne z anatomią żył i tętniczek. Strużki krwi wokół twarzy świadczą o powolnym przechylaniu głowy Ukrzyżowanego, natomiast jedna z nich tworzy wyraźny znak pośrodku czoła. Głowa zwisała tak nisko, że szyja jest prawie niewidoczna, co zgadza się z naszym rozeznaniem na temat położenia i wyglądu ciała podczas umierania i śmierci osób skazanych na ukrzyżowanie. Naukowy opis wyglądu ciała jest o wiele bardziej szczegółowy i zawiera mnóstwo innych detali, których znaczenie odczytują specjaliści z dziedziny patologii i medycyny sądowej.



Wielkim zaskoczeniem stało się odkrycie, że na powiekach zmarłego skazańca umieszczono dwie monety. Jest to zgodne ze starożytnym i późniejszym zwyczajem żydowskim, który nakazywał zasłanianie oczu monetami lub ceramicznymi skorupkami, które przytrzymywały powieki w pozycji zamkniętej. Było to ważne w sytuacji, gdy pogrzeb zmarłego musiał się odbyć tego samego dnia, przed zachodem słońca. Specjaliści z zakresu numizmatyki starożytnej ustalili, że obraz utrwalony na płótnie wykazuje ponad 20 zbieżności z monetą znaną jako lepton, która była rzymskim odpowiednikiem greckiej monety o wartości jednej setnej drachmy znanej jako"wdowi grosz" (Mk 12, 4). Takie monety bito w latach 29-32 we wschodnich prowincjach imperium rzymskiego w okresie sprawowania władzy w Palestynie przez namiestnika Poncjusza Piłata. Były bardzo rozpowszechnione, a ponieważ widniał na nich pęd rośliny i nie znajdował się tam żaden wizerunek ludzki, używano ich do uiszczania podatku płaconego przez Żydów na rzecz świątyni jerozolimskiej. Wysoce specjalistyczne badania wskazują na pozostałości na odbiciu tej monety liter: U CAI, zapewne resztek napisu "TIBERIOU CAISARO".


Nie mniej zaskakujące było rozpoznanie na odbiciu tylnej strony głowy obfitego pukla włosów w formie klina, co stanowi "najbardziej zaskakującą żydowską cechę Całunu". Tego typu uczesanie było przyjęte w Palestynie wśród rabinów i ortodoksyjnych Żydów w samych początkach ery chrześcijańskiej, czyli w czasach Jezusa. Dopatrzono się również śladów chusty zawiązanej na wierzchu głowy, która po śmierci podtrzymywała szczękę zmarłego.


Wnikliwe badania Całunu Turyńskiego potwierdziły mnóstwo innych zbieżności z ewangelicznymi relacjami o Męce. Na ciele postaci widać liczne ślady po biczowaniu, które wykonano sposobem rzymskim, czyli specjalnym biczem (łac. flagellum taxillatum), który stanowiła krótka rękojeść z trzema rzemieniami zakończonymi kawałkami metalu lub kości. Liczba przecięć i ran na plecach waha się między 90 a 120.


Dopatrzono się też śladów dźwigania krzyża. Tworzą je dwa duże urazy na łopatkach spowodowane niesieniem "patibulum", czyli poprzecznej belki o długości prawie 2 metrów, do której podczas egzekucji przybijano obie ręce. Ten szczegół nakazuje zweryfikowanie tradycyjnego wyobrażenia o dźwiganiu krzyża: Jezus niósł nie cały krzyż, lecz jego poprzeczną belkę ważącą ok. 25-30 kilogramów, do której na miejscu egzekucji przybijano ręce, po czym wciągano ją do góry i przytwierdzano do wkopanej uprzednio w ziemię belki pionowej. Chodzi o dwa urazy na łopatkach, a nie o otwarte rany, z czego wniosek, że podczas dźwigania krzyża skazaniec pozostawał ubrany. Zgadza się to z informacją, że po biczowaniu, a przed rozpoczęciem Drogi Krzyżowej żołnierze "zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne szaty" (Mk 15, 20).


Wnikliwym badaniom poddano również odbicia nóg i rąk postaci uwiecznionej na Całunie Turyńskim. Prawe kolano jest silnie stłuczone i wykazuje ślady upadku, co zgadza się z przekazami o upadkach Jezusa na jerozolimskiej Via Dolorosa. Cztery rany na rękach i nogach są na tyle duże, że potwierdzają słowa Tomasza: "Jeśli na rękach Jego nie zobaczę śladów gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę" (J 20, 25). Rany rąk znajdują się na nadgarstkach, a nie w środku dłoni, jak przedstawiają tradycyjne wyobrażenia Ukrzyżowania. Rozmieszczenie i kształty ran wskazują na silny ból. Z kolei obie stopy, po nałożeniu lewej na prawą, przybito do krzyża jednym długim gwoździem. Z prawej stopy przylegającej do płótna lała się obficie krew, natomiast lewa pozostawała wyżej i ślady krwi nie są tak widoczne.



Na osobną uwagę zasługują ślady dużej i głębokiej rany w prawym boku Skazańca. Została zadana już po śmierci grotem włóczni rzymskiej o wymiarach 4,1 x 1,4 centymetrów. Wypływająca krew utworzyła spory wyciek utrwalony smugą na odbiciu ciała. W Ewangelii według św. Jana czytamy: "Jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda" (19, 34). Łącznie na płótnie widnieją ślady ponad 600 rozmaitych ran, urazów i sińców, które świadczą o licznych cierpieniach, jakie zadano Ukrzyżowanemu. Opadanie i podnoszenie się ciała na krzyżu zakłócało układ krążenia i coraz bardziej utrudniało pracę serca. Agonia trwała ok. 20-30 minut.


Nawet pobieżny przegląd tych szczegółów wskazuje, że mamy do czynienia z bezcenną relikwią, która obrazuje i potwierdza szczegóły ewangelicznych narracji o męce i śmierci Jezusa Chrystusa. Jednak badania Całunu Turyńskiego wciąż trwają i do osiągnięcia pełnej zgody uczonych, jak na razie, nie doszło. W 1988 r. przeprowadzono w Zurychu, Oksfordzie i amerykańskiej Arizonie badania tkaniny metodą C14, dochodząc do wniosku, że pochodzi ona z lat 1260-1390. Natychmiast wykazano, że badania tą metodą tkanin stosunkowo "młodych" nie są dokładne, ponieważ czas połowicznego rozpadu węgla wynosi znacznie ponad 5 tys. lat. W 1998 r. jeden z prominentnych izraelskich botaników stwierdził, że pozostałości pyłków znalezionych na tkaninie pochodzą z roślin, które rosną wyłącznie na Bliskim Wschodzie.

Jan Paweł II powiedział, że Całun Turyński jest zwierciadłem Ewangelii i przedmiotem czci. Przekonanie Kościoła i wiernych najlepiej wyraził bł. Sebastian Valfre:"Krzyż otrzymał Jezusa żywego, a oddał Go martwego. Całun przyjął Jezusa martwego, a oddał Go żywego".

-- Ks. prof. Waldemar Chrostowski, "Nasz Dziennik", 30 kwietnia - 3 maja 2010




Owinięcie ciała w Całun (kolor biały), kolorem żółtym zaznaczono dwa lniane bandaże (szkic według teorii G.Zanitti'ego). "Nadszedł potem także Szymon Piotr (...) Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu." (J 20, 6-7). "Miłujcie się" (wyd. niem.), nr 1/2008




Według Iana Wilsona, do początku XIII w. Mandylionem nazywano wielokrotnie złożony Całun z wyeksponowanym jedynie wizerunkiem twarzy. Taki portret był przybity do deski i umieszczony w specjalnej gablocie za kratą. Natomiast według ks. Heinricha Pfeifera Mandylionem jest chusta pogrzebowa z Manoppello.




Próba komputerowej rekonstrukcji, marzec 2010. [son-of-god.eu/]




"Całun Turyński 2010. Prawdziwe oblicze Jezusa". Najcenniejsza ikona chrześcijaństwa zostanie oddana do publicznego oglądania po 10 latach, w kwietniu 2010 r. w Turynie (Włochy). [son-of-god.eu/]



Święty Całun w katedrze św. Jana Chrzciciela w Turynie 9 kwietnia - 23 maja 2010 [www.sindone.org/]





Radio Watykańskie informuje, że cztery tygodnie przed rozpoczęciem ekspozycji Całunu Turyńskiego 1,24 mln. osób zapisało się, by móc obejrzeć tę bezcenną relikwię, świadczącą o fakcie Zmartwychwstania Jezusa. Całun, czyli płótno z wizerunkiem ukrzyżowanego człowieka, był ostatnio udostępniony publicznie w 2000 roku. Obecne wystawienie w katedrze w Turynie będzie trwało od 10 kwietnia do 23 maja. Już w tej chwili została podjęta decyzja, by ze względu na ogromne zainteresowanie przedłużyć godziny zwiedzania do późnego wieczora. [Na filmie impresje br. Josefa Läufera, niemieckiego pielgrzyma, który uchwycił nastroje niezwykłego wydarzenia w Turynie, w dniach 9-13 kwietnia 2010 r.] Papież Benedykt XVI odwiedził Turyn 2 maja 2010 r.



Homilia wygłoszona podczas Mszy św. przez papieża Benedykta XVI na Piazza San Carlo z okazji nawiedzenia Całunu Turyńskiego, 2-05-2010:

Drodzy bracia i siostry,

Cieszę się, że mogę być z wami w tym świątecznym dniu i celebrować dla Was tę uroczystą Eucharystię. Pozdrawiam wszystkich obecnych, a w szczególności pasterza waszej archidiecezji, księdza kard. Severino Poletto, któremu dziękuję za ciepłe słowa powitania skierowane do mnie w imieniu wszystkich. Pozdrawiam też obecnych tu arcybiskupów i biskupów, kapłanów, zakonników i siostry zakonne, przedstawicieli stowarzyszeń i ruchów kościelnych. Słowa pełne szacunku kieruję do burmistrza, doktora Sergio Chiamparino, wdzięczny za uprzejme słowa powitania, do przedstawicieli rządu oraz władz cywilnych i wojskowych, ze szczególnym podziękowaniem dla wszystkich, którzy wspaniałomyślnie współpracowali w zorganizowaniu mojej wizyty duszpasterskiej. Obejmuję moją myślą także tych, którzy nie mogą być tutaj obecni, w sposób szczególny chorych, osoby samotne i wszystkich, którzy przeżywają jakieś trudności. Powierzam Panu miasto Turyn i wszystkich jego mieszkańców w tej celebracji eucharystycznej, która jak w każdą niedzielę, zaprasza nas do uczestniczenia w sposób wspólnotowy przy podwójnym stole Słowa prawdy i Chleba życia wiecznego.

Znajdujemy się w okresie Wielkanocnym, który jest czasem uwielbienia Jezusa. Ewangelia, którą przed chwilą wysłuchaliśmy, przypomina nam, że to uwielbienie dokonało się dzięki Jego męce. W misterium paschalnym Męka i uwielbienie są ściśle ze sobą powiązane, tworzą nierozdzielną jedność. Jezus powiada: "Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony" (J 13,31) i czyni to w chwili, kiedy Judasz wyszedł z Wieczernika, aby zrealizować swój plan zdrady, który doprowadzi do śmierci Mistrza: właśnie w tym momencie rozpoczyna się uwielbienie Jezusa. Jan Ewangelista tłumaczy to nam bardzo jasno: nie pisze bowiem, że Jezus został uwielbiony dopiero po swojej Męce poprzez zmartwychwstanie, ale pokazuje, że Jego uwielbienie miało swój początek w Jego Męce. To w niej Jezus objawia swoją chwałę, która jest chwałą miłości, w której całkowicie ofiaruje samego siebie. On umiłował Ojca wypełniając Jego wolę aż do końca, poprzez ofiarę doskonałą; umiłował ludzkość oddając życie za nas. W ten oto sposób zostaje on uwielbiony w czasie Swojej Męki i Bóg też w nim doznaje uwielbienia. Lecz Jego Męka jest tylko początkiem. Z tego powodu Jezus mówi, że Jego uwielbienie dokona się również w przyszłości. Następnie, Chrystus w chwili, kiedy zapowiada swoje odejście z tego świata, dla kontynuowania swojej nowej obecności pośród uczniów, ofiaruje im w postaci testamentu to przykazanie: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie" (J 13, 34). Jeżeli będziemy miłować się nawzajem, to Jezus dalej będzie obecny między nami. Jezus mówi o "nowym przykazaniu". Ale na czym polega jego nowość? Już w Starym Testamencie Bóg dał nakaz miłości; ale teraz to przykazanie stało się nowym poprzez wprowadzenie przez Jezusa nowego bardzo ważnego elementu: "tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie". Tym co jest nowym, to właśnie owo "miłować, jak Jezus umiłował". Stary Testament nie ukazywał żadnego modelu miłości, lecz tylko sformułował przykazanie miłości. Natomiast Jezus dał samego siebie jako wzór i źródło miłości. Chodzi tu o miłość bezgraniczną, uniwersalną, zdolną przemienić wszystkie trudności i wszystko, co negatywne, w okazję dla wzrostu w miłości.

W minionych wiekach Kościół, który znajduje się w Turynie poznał bogatą tradycję świętości i wielkodusznej służby braciom, jak to nam przypomnieli ksiądz kardynał arcybiskup i pan burmistrz, dzięki dziełom gorliwych kapłanów, zakonników i zakonnic życia czynnego i kontemplacyjnego oraz wiernych świeckich. Słowa Jezusa nabierają więc szczególnego znaczenia dla tego Kościoła, Kościoła wielkodusznego i dynamicznego, począwszy od jego kapłanów. Dając nam nowe przykazanie Jezus wzywa nas do życia tą samą miłością, która jest prawdziwie wiarygodnym znakiem, wymownym i skutecznym, dla głoszenia światu nadejście Królestwa Bożego. Oczywiście, że z naszymi siłami jesteśmy słabi i ograniczeni. W nas samych zawsze istnieje opór względem miłości i w naszym życiu napotykamy na wiele trudności, które powodują podziały, gniew i urazy. Ale Pan zapewnił nas, że będzie obecny w naszym życiu, czyniąc nas zdolnymi do tej całkowitej i wielkodusznej miłości, która potrafi zwyciężyć wszelkie trudności. Jeśli jesteśmy zjednoczeni z Chrystusem, możemy prawdziwie miłować w ten sposób. Miłować bliźnich tak jak Jezus nas umiłował, możliwe jest tylko dzięki tej mocy, która bierze się z tej relacji z Nim, szczególnie z Eucharystii, w której rzeczywiście uobecnia się jego Ofiara miłości, która rodzi miłość: to jest prawdziwa nowość w świecie i moc stałego uwielbienia Boga, który jest uwielbiany w ciągłości miłości Jezusa w naszej miłości.

Chciałbym skierować teraz szczególne słowo zachęty do Kapłanów i Diakonów tego Kościoła, którzy z oddaniem poświęcają się pracy duszpasterskiej, jak również do Zakonników i Sióstr Zakonnych. Czasem bycie robotnikami w Pańskiej winnicy może być mozolne, zadania mnożą się, oczekiwań jest wiele, problemów nie brakuje: umiejcie codziennie czerpać z relacji miłości z Bogiem w modlitwie siłę, by nieść profetyczne orędzie zbawienia; koncentrować na nowo wasze życie na istocie Ewangelii; kultywujcie rzeczywisty wymiar komunii i braterstwa w ramach prezbiterium, waszych wspólnot, w relacjach z Ludem Bożym; dawajcie w waszym posługiwaniu świadectwo o mocy miłości, która pochodzi z Wysoka.

Pierwsze czytanie, którego wysłuchaliśmy, przedstawia nam szczególny sposób uwielbienia Jezusa: apostolat i jego owoce. Paweł i Barnaba, na koniec swojej pierwszej podróży apostolskiej, powracają do miast już odwiedzanych i umacniają uczniów, zachęcając do pozostawania stałymi w wierze, gdyż - jak mówią - "przez wiele ucisków musimy wejść do królestwa Bożego" (Dz 14,22).
Życie chrześcijańskie, drodzy bracia i siostry, nie jest łatwe; wiem, że i w Turynie nie brak trudności, problemów, trosk: myślę szczególnie o tych, którzy konkretnie wiodą swoje życie w warunkach niepewności, z powodu braku zatrudnienia, niepewności jutra, cierpienia fizycznego i moralnego; myślę o rodzinach, o młodzieży, o osobach starszych, które często żyją w samotności, o marginalizowanych, o imigrantach. Tak, życie przynosi wiele trudności, wiele problemów, ale istnieje poczucie pewności, która płynie z wiary, pewności, że nie jesteśmy osamotnieni, że Bóg kocha każdego bez rozróżniania i jest bliski każdemu ze swoją miłością, która pozwala sprostać, przeżyć i pokonać trudy codziennych problemów. To właśnie uniwersalna miłość Chrystusa zmartwychwstałego przynaglała apostołów do wyjścia z samych siebie, by rozsiewać słowo Boże, by rozdawać siebie bez zastrzeżeń innym, z odwagą, radością i pokojem. Zmartwychwstały posiada moc miłości, która przekracza wszelkie ograniczenia, nie zatrzymuje się przed żadną przeszkodą. A wspólnota chrześcijańska, zwłaszcza w realiach najbardziej duszpastersko zajmujących, musi być konkretnym narzędziem tej miłości Boga.

Zachęcam rodziny, by przeżywały chrześcijański wymiar miłości w zwykłych codziennych działaniach, w relacjach rodzinnych, pokonując podziały i nieporozumienia, kultywując wiarę, która umacnia komunię. Także w bogatym i zróżnicowanym świecie Uniwersytetu i kultury niechaj nie zabraknie świadectwa miłości, o której mówi nam dzisiejsza Ewangelia, w umiejętności uważnego słuchania i pokornego dialogu w poszukiwaniu Prawdy, w przekonaniu, że to sama Prawda wychodzi nam naprzeciw i nas porywa. Pragnę także wesprzeć wysiłki, często trudne tych, którzy powołani są do administrowania spraw publicznych: współpraca na rzecz dobra wspólnego i czynienia Miasta coraz bardziej ludzkim i przyjaznym jest znakiem, że chrześcijańska myśl o człowieku, nigdy nie sprzeciwia się jego wolności, ale służy jego pełni, która tylko w warunkach "cywilizacji miłości" znajduje swe wypełnienie. Wszystkim, a szczególnie młodym, chcę powiedzieć, by nigdy nie tracili nadziei, która pochodzi od Chrystusa Zmartwychwstałego, ze zwycięstwa Boga nad grzechem i śmiercią.

Drugie dzisiejsze czytanie ukazuje nam właśnie finalny rezultat Zmartwychwstania Jezusa: jest nim Nowe Jeruzalem, miasto święte, zstępujące z nieba, od Boga, przyozdobione jak oblubienica dla swojego męża (cfr Ap 21,2). Ten, który został ukrzyżowany, który podzielił nasze cierpienia, jak przypomina nam w wymowny sposób także święty Całun, jest tym, który zmartwychwstał i chce nas wszystkich zgromadzić w jedno w swojej miłości. Mówimy o miłości zdumiewającej, "mocnej", trwałej, gdyż jak pisze Apokalipsa: "Bóg otrze z ich oczu wszelką łzę i odtąd już śmierci nie będzie, ani płaczu, ani zawodzenia, bo pierwsze rzeczy przeminęły" (21,4).
Czyż Święty Całun nie przekazuje tego samego orędzia? Widzimy na nim, jakby odzwierciedlone nasze boleści w cierpieniach Chrystusa: "Męka Chrystusa. Męka człowieka". Z tej właśnie racji jest on znakiem nadziei: Chrystus podjął krzyż, by postawić tamę złu; by pozwolić nam zobaczyć, w swoim wydarzeniu Paschalnym, zapowiedź tej chwili, w której także nam, otarta zostania każda łza i śmierci już nie będzie, ani płaczu, ani zawodzenia, ani utrapienia.

Fragment Apokalipsy kończy się stwierdzeniem: "Zasiadający na tronie rzekł: Oto ja czynię wszystko nowe" (21,5). Pierwszą rzeczą absolutnie nową zrealizowaną przez Boga było zmartwychwstanie Jezusa, Jego wywyższenie w chwale niebieskiej. Ono jest początkiem całej serii "rzeczy nowych", w których także my uczestniczymy.
"Nowe rzeczy" są światem pełnym radości, w którym nie ma już cierpień, ani przemocy, nie ma urazów i nienawiści, lecz tylko miłość, pochodząca od Boga, który przemienia wszystko.

Drogi Kościele, który jesteś w Turynie, przybyłem do Was, by umocnić Was w wierze. Pragnę zachęcić was, z mocą i miłością, byście trwali mocni w tej wierze, którą otrzymaliście, a która nadaje sens życiu; byście nie tracili nigdy światła nadziei w Chrystusie Zmartwychwstałym, który zdolny jest przemieniać rzeczywistość i czynić wszystko nowym; byście żyli w mieście, jego dzielnicach, wspólnotach, rodzinach w sposób prosty i konkretny miłością Boga: "Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem".
Amen.

Benedykt XVI w Turynie (2-05-2010) [Nasz Dziennik, Nr 102, 4 maja 2010]



Więcej o Całunie Turyńskim można dowiedzieć się m.in. z książki Zenona Ziółkowskiego: "Spór o Całun Turyński".



Inny mój artykuł o podobnej tematyce:
"Chusta z Manoppello" - 19-05-2010