Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mick Jagger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mick Jagger. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 lipca 2010

Mick Jagger mówi do nas (część 3)




Post opublikowany pierwotnie na Salonie 24 [13-07-2009]:




Zacznę od kina. Czym jest kino? Posłużę się kilkoma zwięzłymi definicjami i wypowiedziami.

Początków kina dzisiejszego musimy szukać w kinie niemym. Wówczas kino nazywało się "iluzjon". Dlaczego tę nazwę porzucono na rzecz "cinema" (kinematograf, kino)? Nie wiadomo.

Iluzjon - nazwa kina używana w początkowym okresie filmu niemego (z łac.)

Iluzja - doznawanie wrażenia, że się widzi coś, czego w rzeczywistości nie ma, zniekształcone widzenie lub błędna interpretacja czegoś, subiektywna ocena sytuacji lub mających nastąpić wydarzeń; złudzenie, złuda, urojenie.
[Słownik języka polskiego]

Może twórcom nowej dziedziny sztuki zaczęło przeszkadzać takie bezpośrednie kojarzenie iluzjon - iluzja? Nieważne. Przytoczę teraz cztery myśli odnoszące się do kina:

1/ "Ze wszystkich sztuk najważniejszy jest dla nas film" (Włodzimierz Iljicz Lenin)

2/ "Kino nie jest sztuką filmowania życia. Kino jest tym, co jest między sztuką i życiem" (Jean-Luc Godard)

3/ "Każdy montaż jest kłamstwem" (Jean-Luc Godard)

4/ "Robię filmy dla zabicia czasu" (Jean-Luc Godard)


Jean-Luc Godard
Jean-Luc Godard (ur. 1930 r.) - reżyser i krytyk filmowy, współtwórca francuskiej "nowej fali". Zadeklarowany anarchista, nihilista, maoista, radykalny komunista; wydaje się być taki do dziś (o tym dalej). Autor wielu kontrowersyjnych filmów, pracował z takimi aktorami jak: Brigitte Bardotte, Jean-Paul Belmondo, Michel Piccoli, Ives Montandes. W swych filmach wyrażał filozofie egzystencjalizmu i marksizmu. Publikuje artykuł w nr. 52/1972 awangardowego pisma literackiego "Tel Quel" ("jakie jest"). Magazyn był wydawany w latach 1960-82, opierał się o następujących myślicieli: Immanuela Kanta, Fryderyka Nitzsche, Jean-Jacquesa Rousseau, George Hegla, Karola Marksa, Zygmunta Freuda, Włodzimierza I. Lenina, Franza Kafki, Jamesa Joyce'a. Z pismem "Tel Quel" współpracowali m.in. Bernard-Henri Lévy i Umberto Eco.

"Socjalizm" (film)
Jean-Luc Godard na wiosnę 2010 ukończył film pt. "Socjalizm". Film o rozwoju i wpływach socjalizmu na dzieje w Europie. "...Akcja opowieści rozgrywa się podczas rejsu po Morzu Śródziemnym na statku pasażerskim, zawijającym do portów w Egipcie, Izraelu, Odessy, Grecji, Neapolu i Barcelony. Na pokładzie wycieczkowca spotykają się ludzie z różnych miejsc świata: moskiewski policjant, zbrodniarz wojenny nieznanego pochodzenia, francuski filozof, amerykańska piosenkarka (w tej roli Patti Smith), palestyński ambasador i były podwójny agent. Druga wersja scenariusza jest o rodzinie z dwójką dzieci..." Film zaprezentowano na specjalnym premierowym pokazie w Cannes, a Godard po raz pierwszy w historii przygotował specjalny materiał promujący swój najnowszy film. Mimo tak dobrze przygotowanej kampanii reklamowej i szumnych zapowiedzi, "Socjalizm" poniósł totalną klęskę - był największym rozczarowaniem festiwalu.
[www.stopklatka.pl; en.wikipedia.org].

Dystrybucją filmu ma się zająć filozof Alain Badiou i piosenkarka Patti Smith.

"Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów" (film)
Jeszcze w tym roku, 2009 Jean-Luc Godard ma rozpocząć zdjęcia do kolejnego filmu, tym razem opartego na bestsellerze Daniela Mendelsohna pt. "Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów". Jest to historia amerykańskiego, żydowskiego pochodzenia dziennikarza "New York Timesa" (ur. 1960 r.), opisującego długoletnie poszukiwania informacji o swoich najbliższych - Żydach z polskiej wsi Bolechów (obecnie Białoruś). Książka o winie i zbiorowej odpowiedzialności, przetłumaczona na 12 języków, nagrodzona w 2007, we Francji prestiżowym wyróżnieniem "Prix Medicis". W Polsce wydana rok temu, w 2008, przez wydawnictwo "Czarna", 664 ss. "...Daniel Mendelsohn, filolog klasyczny, autor cenionych książek, podejmuje misję niemal niemożliwą do zrealizowania: postanawia odkryć, co stało się z jego rodziną podczas drugiej wojny światowej, jaki był los Szmila, najstarszego brata dziadka, jego żony i czterech córek - sześciu Żydów z sześciu miliona zamordowanych podczas Zagłady. Sześć milionów - to tylko przerażająca liczba, która nie pozwala uzmysłowić sobie ogromu całej tragedii. Inaczej jest z sześcioma konkretnymi osobami, mają one imiona i nazwiska, można ujrzeć je na fotografii..."
["Rzeczpospolita", 1 lipca 2009]

Książka jest stosunkowo nowa, więc brak jakichkolwiek recenzji nie dziwi. Cała otoczka wokół niej i na jak tak głośny bestseller na Zachodzie, panuje dziwna, złowroga cisza. Ciekawe też, co wyjdzie Jean-Luc Godardowi? Równanie z dwoma niewiadomymi. Nazwiska twórców nie wróżą wcale pochwał "Sprawiedliwym wśród Narodów Świata". Będzie kolejna nagonka na Polskę?

Jean-Luc Godard wypowiedział się kiedyś o powojennej francuskiej młodzieży: "dzieci Marksa i coca-coli"
[Jerzy Płażewski, Historia filmu dla każdego (1895-1980), Warszawa 1986, str. 202]

Rewolucja 1968
Jesteśmy teraz w 1968 roku: "Im więcej się kocham, tym bardziej chcę robić rewolucję, im bardziej robię rewolucję, tym więcej chcę się kochać. To jedno z tysięcy haseł wypisywanych na murach Sorbony i innych gmachów Paryża w maju 1968 r. Tak się dotąd ani o rewolucji, ani o miłości nie mówiło. Nie łączyło się polityki z seksem. A już na pewno nie w salach szacownych świątyń wiedzy. Tylko że to jest rok światowej rewolty studentów i nagle wszystko jest możliwe. Wszak „zabrania się zabraniać”, a „wyobraźnia bierze władzę”, jak krzyczą z murów slogany powtarzane w Berlinie Zachodnim, Mediolanie, Zurychu, Londynie, Amsterdamie, Kordobie, San Francisco, Buenos Aires.


Argentyński pisarz Julio Cortazar pisze wiersz-migawkę z majowej paryskiej ulicy:

„Słuchaj, jedyna, słuchaj hałasu ulicy/
To jest dzisiejszy wiersz, to jest dzisiejsza miłość. Raz jeszcze rytm jest jedynym przejściem: Rodin, Ucello, Cohn-Bendit, Nanterre/
pierwsza barykada na Boul’Mich o świcie, filiżaneczka kawy pośród manifestantów, czasami czułość/
Rytm nocy w głosie Marcuse’a, hałas uliczny, Levi-Strauss, Jewtuszenko, nazwy miłości zmieniają się jak dni, dziś to Jean-Luc Godard, a jutro Polański/
studenci atakują czas pod pałkami bestii w skórach”

(przeł. Zofia Chądzyńska).

Bestie w skórach to francuskie ZOMO, wyprowadzone na ulice Paryża przeciwko studenckim radykałom. Daniel Cohn-Bendit to idol młodej kontestacji. „Wszyscy jesteśmy niemieckimi Żydami” – skandują paryscy studenci, gdy tuba francuskiej stalinowskiej partii komunistycznej dziennik „L’Humanité” składa donos na Cohn-Bendita, że jest niemieckim Żydem, który robi zamieszanie w nie swoim domu. Bo młoda kontestacja, choć maszerowała pod czerwonymi sztandarami i portretami Marksa, Lenina i Mao, budziła w Europie i USA niechęć establishmentu tak samo jak ortodoksyjnej, starej lewicy. Establishment obawiał się, że bunt młodych zburzy ład społeczny, stara lewica – że ośmieszy rewolucję społeczną. Oni nie są ani komunistami, ani socjalistami – grzmiał guru amerykańskich liberałów (czyli politycznej lewicy) Walter Lippmann – oni są nihilistami. Fakt, że rewolta często przybierała formę karnawału, wielkiego odlotu, teatru ulicznego, ale to właśnie na tym polegała jej nowość i atrakcyjność. Była jak groch z kapustą, mieszała wszystko ze wszystkim, rzeczy poważne z wygłupami. Młodzi odrzucili tradycyjną hierarchię i autorytety i zastąpili je swoimi. Chrystus, proszę bardzo, ale w dżinsach i pod ramię z Buddą. Marks – OK, ale razem z anarchistą Bakuninem i wiecznym rewolucjonistą Trockim. Klasycy literatury – jak najbardziej, ale czytamy też „Wilka stepowego” i „Grę szklanych paciorków” Hermana Hessego, „Nauki Don Juana” Carlosa Castanedy, „Zieleni się Ameryka” Charlesa Reicha, poezje Allena Ginsberga i innych beatników. No i naturalnie słuchamy rocka, palimy marihuanę, zażywamy LSD. Muzyka i narkotyki były sakramentami: otwierały wrota świadomości, czyli uwalniały od uwarunkowań zakrywających przed nami pełną prawdę o tym, kim jesteśmy..."
[Adam Szostkiewicz, Bunt młodych, "Polityka", 13 stycznia 2008]



Frakcja Czerwonej Armii wspierana przez Stasi
Słowo o naszych zachodnich sąsiadach. Na buncie ideologii 1968 r. powstał terroryzm RAF (Frakcja Czerwonej Armii), wielu z nas pamięta zamachy grupy Baader -Meinhof . Jest taki ciekawy artykuł o filmie dokumentalnym, nawiązującym do tych wszystkich wydarzeń. Więc jest rok 1968, bunt młodzieży, RAF, Komuna I, anarchia, hedonizm, seks "każdy z każdym" i niemal non stop LSD, a w tle rewolucja i Karol Marks. Przewijają się tam także ciekawe nazwiska: oprócz wiodących niemieckich działaczy terrorystycznych, muzycy Jimi Hendrix, Mick Jagger, Keith Richards i późniejszy polityk partii Zielonych i minister Joschka Fischer. Trzeba dodać, ze bandyci z RAF, ścigani przez zachodnioniemiecką policję znajdywali schronienie we wschodnich Niemczech, pod parasolem Stasi. Dramaturg Nicolas Stemann w sztuce "German Roots" ("Niemieckie korzenie"), przedstawił pokolenia pewnej rodziny. Pierwsze było nazistami, drugie terrorystami RAF, obecne, trzecie jest zobojętniałe na wszystko. Całość w korespondencji z Berlina.
[Piotr Jendroszczyk, Plus minus, "Rzeczpospolita", 17 lutego 2007]


W Niemczech kompleks już drugiego pokolenia.








Prof. Grzegorz Kucharczyk, "Dwie rewolucje - 1789 i 1969", Nasz Dziennik,
7-8 listopada 2009





Mniej więcej w takim oto klimacie buntów i rewolucji spotykają się i zapoznają Mick Jagger z Jean-Luc Godardem. W 1968 r. dochodzi do nakręcenia dokumentalnego filmu "Sympathy for the Devil" ("One plus One") ["Współczucie dla diabła" ("Jeden plus jeden")]. Główny wątek filmu to "podglądanie" prób i sesji nagraniowych The Rolling Stones, którzy pracowali wówczas nad utworem "Sympathy for the Devil". W 1967. Mick Jagger, Keith Richards i Brian Jones kilkakrotnie trafiali na krótko do więzienia za posiadanie narkotyków. Na szczęście w następnym roku zebrali się w sobie i wrócili do formy, czego dowodem był przebojowy singel "Jumping Jack Flash" i album "Beggars Banquet", z którego pochodzi utwór "Sympathy for the Devil". Ten niezwykle interesujący film dokumentuje pracę muzyków w Olympic Studios, kiedy nadawali "Sympathy" ostateczny kształt. Niestety film jest również dokumentem powolnego upadku Briana Jonesa, który zmarł w lipcu 1969. Koledzy z zespołu zdawali się nie dostrzegać jego coraz większych problemów z koncentracją i oddalania się od zespołu, który wraz z nimi zakładał sześć lat wcześniej. Warstwa muzyczna filmu inkrustowana jest scenami dokumentalnymi, a w tle słychać głos narratora opowiadającego o rewolucji i marksizmie, które to tematy były szczególnie bliskie sercu Godarda. Należy też pamiętać, że rok 1968 był rokiem szczególnie burzliwym w odstępie kilku tygodni zostali zamordowani Martin Luther King i Robert Kennedy, a w Londynie i Paryżu doszło do zamieszek, choć z zupełnie innych powodów. Czas: 110 min.
[www.rockserwis.pl].


W następnym roku, 6 grudnia 1969, słynny tragiczny festiwal w Altamont. Festiwal uznawany jest dziś zgodnie przez większość znawców za "pogrzeb" epoki "flower power". Należy pamiętać, że przed samym festiwalem nic tego nie zapowiadało. Kilka miesięcy wcześniej odbył się legendarny Woodstock. Do Altamont, Mick Jagger jako ochroniarzy zatrudnił... gangsterów z Hells Angels (szczegóły w poprzedniej części). Nie wiedział kim są? Raczej wątpliwe. Gang Hells Angels istniał już ponad 20 lat, został założony w 1948 r. Poza tym proszę sobie wyobrazić agecję ochrony o nazwie "Anioły Piekieł". Czy ktokolwiek takiej agencji powierzyłby swoje mienie...? Po wielu latach wyszła na jaw jeszcze jedna sprawa. Na krótko po Altamont, Hells Angels zaplanowali zamach na życie swego byłego pracodawcy, Micka Jaggera, mieszkającego na wyspie Long Island. Zamach ponoć udaremnił sztorm, niszcząc łódź. Gangsterzy podobno nie mogli darować M. Jaggerowi, że obarczył ich odpowiedzialnością za zamieszki i morderstwo na festiwalu. [Paulina Wilk, "Rzeczpospolita", 4 marca 2008]. "Gimme Shelter" to tytuł dokumentalnego filmu o festiwalu w Altamont. Reżyserzy Albert i David Maysles oraz Charlotte Zwerin oddali pełną dramaturgię tego pamiętnego festiwalu. Premiera filmu miała miejsce 6 grudnia 1970, dokładnie w rok po wydarzeniach. Czas: 91 min.


Na koniec tego rozważania o wypadkach w Altamont o symbolice daty. 6 grudnia nie przypadkowo został wybrany na festiwal. Dla większości ludzi wiadomo powszechnie, co oznacza dzień Św. Mikołaja (radość dawania najbliższym podarków, okazywanie miłości). Jak podaje wikipedia w haśle "Ruch hippisowski": "Św. Mikołaj" krążył pośród tłumu i rozdawał LSD i marihuanę. Nic już tu nie wymaga komentarza, co symbolizował Św. Mikołaj w ruchu "flower-power" (dzieci-kwiaty). Przy okazji dodam jeszcze, że jedyny koncert Madonny w Polsce, również został dobrany z wyjątkową perfidią. Jest to jedyne polskie święto, skupiające w takim wymiarze tradycje religijne i patriotyczno-niepodległościowe.


Co to jest film dokumentalny? Bolesław Michałek w książce "Notes filmowy", na str. 147, pisze: "...te filmy powstają ze spotkania kamery z rzeczywistością, to w sztuce dokumentalnej pojawia się ktoś trzeci: autor, jego indywidualność, jego własna interpretacja tematu i zebranego materiału, jego własna wrażliwość, jego pogląd na świat. Jean Vigo, kiedy realizował jeden z największych i najważniejszych dla historii kina film "A propos Nicei", zaopatrzył go podtytułem "Point de vue documente" ("udokumentowany punkt widzenia"). Vigo uchwycił istotę tej trudnej sztuki: nie tylko dokument, nie tylko bezosobowa rejestracja jakiejś rzeczywistości, nie tylko podporządkowanie się obiektywistycznej logice - lecz punkt widzenia autora, udokumentowany punkt widzenia..." Pamiętajmy o tym ogladając każdy film dokumentalny.


Studio filmowe "Jagged Film"
W 1995 r. Mick Jagger wraz z Victorią Pearman utworzył studio filmowe "Jagged Film". Jednym z pierwszych i ważniejszych przedsięwzięć nowego studia był film "Enigma" (2001).


Film w reżyserii Michaela Apteda, znanego ze "Świata to za mało" ("James Bond" z 1999, w rolach głównych Pierce Brosnan i Sophie Marceau, budżet filmu 135 mln. dol.). W "Enigmie" jedną z głównych ról zagrała Kate Winslet. Oto początek recenzji Łukasza Figielskiego o filmie "Enigma": "Kryminalne romansidło z czasów II wojny światowej z wątkiem psychologicznym i retrospektywiczną chwilami narracją. Rzecz jest ciekawa, lecz w tej, mającej kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji, historii, historii zadano niestety kłam. I to w perfidny dla nas sposób. Nie tylko zdemitologizowano postać Polaka-bohatera, czyniąc go praktycznie jedynym zdrajcą aliantów w filmie (do wybaczenia - ktoś nim musiał być), ale na dodatek Anogolm przypisano nasze zasługi w rozpracowaniu tytułowego urządzenia. Toć to już w 1932 roku w swojskich Pyrach matematycy: Różycki, Rajewski i Zygalski zreplikowali niemiecką maszynę szyfrującą, którą siedem lat później przekazali Wyspiarzom. Potem nasza grupa dekryptażowa działała na emigracji we Francji, pomagając mniej zdolnym kolegom przedstawionym w obrazie Michaela Apteda..."


Anglikom jak widać, zakłamywanie historii nie przeszkadza, bo jak stwierdza "This is London Magazine": "Film Michaela Apteda jest rzetelną i celną odpowiedzią na hollywoodzkie produkcje w rodzaju "U-571", które fałszują prawdę historyczną, przedstawiając ją z amerykańskiego punktu widzenia"
[www.sfpol.com/enigma.html]


"U-571"
To może sprawdźmy (przypomnijmy sobie) film "U-571" (USA, 2000, budżet: 62 mln. dol.). Film wyreżyserował Jonathan Mostow, autor m.in. thrillera "Incydent" ("Breakdown" 1997, budżet 36 mln. dol.) z Kurtem Russellem w roli głównej oraz "Terminatora 3: Bunt maszyn" z Arnoldem Schwarzeneggerem (budżet 200 mln. dol.). "U-571" wyprodukował Dino De Laurentiis, a rolach głównych wystąpili: Matthew Mc Conaughey, Bill Paxton, Harvey Keitel, Jon Bon Jovi. Film opowiada o amerykańskiej łodzi podwodnej wysłanej na Atlantyk w celu zdobycia egzemplarza Enigmy z uszkodzonego niemieckiego U-boota. Po licznych perypetiach załodze oczywiście udaje się przechwycić maszynę i to tak sprytnie, że Niemcy niczego się nie domyślają.


Prawda, że bardzo "ciekawie" prezentują się oba filmy, opierające się (?) o historię drugiej wojny światowej? Kilka zdań historyków:

"Tak jednak wersja amerykańska, jak i brytyjska – obie są fałszywe. Nie byłoby bowiem sukcesów w rozszyfrowywaniu niemieckich depesz kodowanych przy pomocy Enigmy, gdyby nie praca polskich matematyków. Tymczasem ani w jednym, ani w drugim filmie nie ma o tym nawet słowa. Niezwykle oburzenie z tego powodu wyraził prof. Norman Davies (kierownik katedry Europy Wschodniej na uniwersytecie w Oxfordzie). W liście do londyńskiego dziennika „Daily Telegraph” napisał, ze reżyser i autor scenariusza „Enigmy”, podobnie jak twórcy „U-571”, czy „Szeregowca Ryana”, nazbyt dowolnie interpretują historyczną prawdę i dopuszczają się zbyt wielu nadużyć. Daviesa oburzyło zwłaszcza to, że w filmie zdrajcą i czarnym charakterem jest Polak. Profesor przypomina, że żaden Polak nigdy nie pracował w Bletchley Park w czasie wojny, nigdy też w Wielkiej Brytanii nie zdemaskowano żadnego Polaka-zdrajcy. „O wiele bardziej mrożący krew w żyłach i zarazem bardziej wiarygodny film można by oprzeć na scenariuszu, którego głównymi bohaterami są rodzimi brytyjscy zdrajcy. Było ich aż nadto: Kim Philby, czy John Amery” – napisał w swym liście Norman Davies. W podobnym tonie film oprotestowaly również Zjednoczenie Polskie – największa organizacja polonijna w Wielkiej Brytanii oraz polsko-brytyjski komitet historyczny, który bada m.in. wkład polskiego wywiadu w zwycięstwo nad Niemcami. „Ten film to bzdura wyssana z palca i potwarz dla Polski” – komentuje członek komitetu, profesor Jan Ciechanowski. Prawda o Enigmie jest zupełnie inna."
[www.sfpol.com/enigma.html]


Anglicy (w osobie Micka Jaggera) postanowili "odkłamać" brednie amerykańskie ("U-571") swoimi bredniami. Tak wygląda szerzenie i przyzwolenie społeczne na RELATYWIZM (każdy ma "swoją" prawdę). Ktoś z boku mógłby rzec, dajmy spokój, to tylko rozrywka, zabawa, historie z przymróżeniem oka... Otóż nie. Są już następstwa tych "zabaw":


Brytyjczycy zawłaszczają chwałę Polaków
Około 5 tysięcy pracowników supertajnego brytyjskiego ośrodka Bletchley Park, gdzie w czasie wojny pracowano nad złamaniem szyfrów Enigmy, zostanie uhonorowanych medalami za służbę - informuje brytyjski tygodnik "Sunday Telegraph". Pisząc, iż swoim odkryciem przechylili oni szalę zwycięstwa na stronę aliantów, tradycyjnie pomija fakt, że to polskim kryptologom z ośrodka w podwarszawskich Pyrach udało się złamać szyfr i to oni podzielili się swoim odkryciem z sojusznikami. Według brytyjskiego tygodnika, to zespół Alana Turinga złamał szyfr Enigmy, "umożliwiając skuteczniejszą walkę z niemieckimi U-Bootami". Tymczasem w rzeczywistości, co notorycznie jest ignorowane przez brytyjskich historyków i publicystów, to grupa kryptologów z biura szyfrów w podwarszawskich Pyrach: Marian Rejewski, Henryk Zygalski i Jerzy Różycki, w 1932 r. złamała kod niemieckiej maszyny szyfrującej. W lipcu 1939 r. - o czym autor artykułu także milczy - komórka deszyfrująca polskiego wywiadu przekazała brytyjskiemu wywiadowi polską rekonstrukcję Enigmy - urządzenie do odczytywania szyfrów zwane "bombą kryptologiczną" oraz inne pomoce, w oparciu o które Brytyjczycy tworzyli bardziej skomplikowane wersje Enigmy, w tym urządzenie zwane "bombą Turinga". Ceremonia wręczenia medali brytyjskim kryptologom odbędzie się najprawdopodobniej na Downing Street. Udział w niej wezmą królowa Elżbieta II oraz książę Edynburga Filip. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie poinformowało jeszcze, czy złoży protest w sprawie fałszującego historię artykułu. To nie pierwsza próba wykreślenia roli Polaków z prac nad Enigmą. Kilka lat temu na ekrany polskich kin wszedł film "Enigma", w którym również pominięto fakt dokonania tego odkrycia przez polskich kryptologów.
[Anna Wiejak, "Nasz Dziennik", 15 czerwca 2009]


Jako Polska wypadamy coraz bardziej poza nawias kultury Europy. Także dzięki Mickowi Jaggerowi. Warto o tym pamiętać, kupując jego płyty i bilety na koncerty.



Mick Jagger ma rozległe zainteresowania. Kilka lat temu zdradził, że jednym z jego marzeń jest realizacja filmu o Che Guevarze. Jednak do dziś nie wiadomo, na jakim etapie realizuje pomysł o swoim idolu.


Majątek Micka Jaggera szacowany jest na około 200 mln. funtów.




- Bob... dostałeś tę koszulkę na koncercie Stonsów?
- Przed koncertem... Kiedy dali mi rachunek za bilet... To jest mina, jaką wtedy zrobiłem.



Na koniec litera z "Alfabetu The Rolling Stones" Bartka Chacińskiego
("Przekrój", 18 lipca 2007):



J jak język
Ten z najbardziej znanego znaku firmowego w historii rock and rolla – czerwonych ust z prowokacyjnie wysuniętym językiem. Zaprojektowanego 36 lat temu w duchu pop artu, choć nie przez Andy'ego Warhola – jak sądzi wielu fanów – lecz przez brytyjskiego plastyka Johna Paschego. Warhol zaprojektował za to dokładnie w tym samym okresie okładkę albumu "Sticky Fingers".



Komu Mick Jagger tak naprawdę pokazuje język? Czy przypadkiem nie nam, swoim fanom? [karykatura: Tonio 2003]










Mick Jagger mówi do nas (część 2)




Post opublikowany pierwotnie na Salonie 24 [10-07-2009]:



Dziś skupimy się nad kultowym "Sympathy for the Devil" (Współczucie dla diabła). Warto też przygotować odtwarzacz z oryginalną piosenką.


Jednak zanim do tego dojdzie, tytułem wprowadzenia nieco informacji.


Mick Jagger i Anioł Piekieł (→Hells Angels) na festiwalu w Altamont, 6 grudnia 1969.


Najpierw kolejne litery z "Alfabetu The Rolling Stones" Bartka Chacińskiego ("Przekrój", 18 lipca 2007):

A jak antychryst
– Jeśli Beatlesi są jak Chrystus, wy musicie być jak antychryst – miał według legendy zaproponować najsłynniejszy menedżer The Rolling Stones Andrew Loog Oldham. 39 lat temu napisali piosenkę, przez którą do tej pory żyją zetykietką "satanistów", choć wyrażają w niej dla diabła nie poddaństwo, ale tytułowe "współczucie" – "Sympathy for the Devil". "Pozwólcie, że się przedstawię / Jestem uosobieniem bogactwa i smaku" – śpiewa Jagger, który przeczytał "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa i pokazuje w tekście rolę swego bohatera – od czasów - Piłata po II wojnę światową i zabójstwo Kennedy'ego. – Media w kółko powtarzały, że jesteśmy źli. To daje do myślenia. W końcu stwierdziliśmy, że każdy jest Lucyferem – mówił Keith Richards. O działaniu tej piosenki dałoby się napisać książkę: gdy Jean-Luc Godard kręcił dokument o tym, jak Stonesi nagrywali utwór, pomieszczenie nagle stanęło w ogniu, a legenda głosi, że gdy wykonali ją na scenie w Altamont, doszło do zabójstwa (choć w istocie grali akurat "Under My Thumb" – o całej sprawie dalej), później wykorzystano ją w wielu filmach. Cóż, każda filozofia życiowa musi się widać opierać na jakichś podstawach, choć te akurat z całą pewnością trudno nazwać podstawami moralnymi.

M jak morderstwo
Symboliczny koniec epoki hipisów. Festiwal w Altamont, grudzień 1969. The Rolling Stones byli głównymi bohaterami i organizatorami, a jako jedną z formacji pilnujących bezpieczeństwa zatrudniono motocyklową grupę Hells Angels*. W czasie występu Stonesów jeden z jej członków zadał śmiertelny cios nożem czarnoskóremu chłopakowi z widowni. Więcej o tym mówi dokument filmowy "Gimme Shelter" nakręcony w czasie festiwalu. Z koleifabuła "Stoned" Stephena Woolleya sprzed dwóch lat wraca do wątpliwości związanych ze śmiercią Briana Jonesa, gitarzysty Stonesów, sugerując, że został zamordowany. Temat morderstwa w tekstach Stonesów także się przewijał. "Midnight Rambler", jedna z piosenek grupy, opowiada historię seryjnego mordercy Dalberta DeSalvo znanego jako Dusiciel z Bostonu – tekst częściowo składa się ze słów samego zabójcy. Komentarz Jaggera do przypadku Altamont? – Wydaje mi się czasem, że tam kiepsko bawiły się tylko dwie osoby. Ja i ten chłopak, którego dźgnęli nożem.

S jak seksizm
Temat licznych prac doktorskich w środowisku feministycznym i jeszcze liczniejszych teorii na temat tego, co też wywoływało u Stonesów ukryty lęk przed kobietami, niechęć do nich. Tym bardziej że Jagger bronił się zawsze tym, że pisał w odpowiedzi na osobiste doświadczenia miłosne. Koronny przykład to "Under My Thumb" ("Pod moim kciukiem"), opowieść o kobiecie, która kiedyś walczyła z nim, ale stała się "kotkiem", "szczeniakiem", "tarzającym się przed nim psem", a to, co na siebie włoży i jak się zachowa, zależy od niego. Przeciwko takim sformułowaniom protestowały główniekobiety, choć gdy w latach 70. zaśpiewali w "Some Girls" linijkę "Czarne dziewczęta chcą tylko tego, by je rżnąć całą noc", poruszyli też pastora Jesse Jacksona. W bardzo wielu innych piosenkach Stonesów przemoc wobec kobiet gra główną rolę – choćby wspomnianej już "Brown Sugar" czy w "Stray Cat Blues", mocnym tekście opowiadającym historię pedofila.

D jak dochodzenie
Ani w znaczeniu kryminalnym, ani cywilnego dochodzenia do prawdy. A jeśli w wypadku Stonesów nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o seks. Wszystko wyjaśnia się choćby w znanym (również z kampanii reklamowej systemu Windows) hicie "Start Me Up". "You make a dead man cum" – śpiewa Jagger. Czyli: "Doprowadzisz do orgazmu umarlaka". Piosenka ma ponad ćwierć wieku, a jeszcze w przerwie zeszłorocznego meczu Super Bowl zespół musiał ją wykonać w ocenzurowanej wersji.

Mick Jagger podczas American Tour: Los Angeles Memorial Coliseum, 9 i 11-10-1981
(USA, 14 IX-19 XII 1981 - 51 koncertów promujących nowy album "Tattoo You")




*Hells Angels (Aniołowie Piekieł): Według FBI i CIA Hells Angels, jeden z najważniejszych klubów motocyklowych na świecie, należy do tzw. wielkiej czwórki zmotoryzowanych gangów, których członkowie są oskarżani opobicia, kradzieże i handel narkotykami (...) Hells Angels, najlepiej zorganizowana grupa przestępcza w Kanadzie, sprawniejsza niż „tradycyjna” mafia czy gangi etniczne. Gang Hells Angels powstał w 1948 r. w Kalifornii i ma 1800 członków w 22 krajach, z czego w Kanadzie aż 500. Zdaniem FBI z samego tylko przemytu narkotyków osiąga miliard dolarów zysku rocznie. [Rzeczpospolita, 3 kwietnia 2009]

Zaraz po tym jak The Beatles pokazali światu Crowley’a jako jednego ze swoich bohaterów, stał się on bohaterem całej rzeszy muzyków rockowych. A od okultyzmu do satanizmu już niedaleko. Pół roku później grupa The Rolling Stones wydała album „Their Satanic Majesties Request”, który uznawany jest powszechnie za pierwszą płytę jawnie nawiązującą w tytule do szatana. Innych satanistycznych treści tam nie ma, ale warto zwrócić uwagę na jeden szczegół. Gdy album ujrzał światło dzienne, Stonesi byli już pod przemożnym wpływem Kennetha Angera – amerykańskiego awangardowego reżysera, okultysty i przyjaciela Antona Szantona LaVey’a, założyciela Kościoła Szatana. Anger*, który do Wielkiej Brytanii trafił w 1966 roku, stał się kimś w rodzaju guru dla angielskich muzyków. I tak Rolling Stonesi pod jego wpływem nagrali piosenkę „Sympathy for the Devil”, a później „Dancing with Mr. D.”. Zaś ich koleżanka i kochanka Marianne Faithfull wystąpiła nawet w filmie Angera zatytułowanym nomen omen „Lucifer Rasing” („Powstanie Lucyfera”).
[Robert Ziębiński, "Muzyka w tajnej służbie szatana", Newsweek, 17 marca 2009]

* Kenneth Anger właśc. Kenneth Wilbur Anglemyer (ur. 3 lutego 1927 w Santa Monica, Kalifornia) – amerykański reżyser, scenarzysta, aktor, pisarz, okultysta, producent i montażysta filmowy. Wychowywał się w pobliżu centrum filmowego Hollywood na zachodnim wybrzeżu USA. Gdy miał osiem lat zadebiutował na dużym ekranie rolą księcia w hollywoodzkiej produkcji Sen nocy letniej. Swój pierwszy film nakręcił, gdy miał dziewięć lat. Większość jego filmów jest o tematyce okultystycznej. Ponieważ dla amerykańskich widzów były zbyt brutalne i odważne, więc większość swoich filmów nakręcił w Europie - szczególnie we Francji. Jest znaną osobą należącą do Kościoła Szatana a także autorem książki Hollywood Babylon, która przedstawia tajemnice gwiazd amerykańskiego kina. Anger jest jednym z pierwszych amerykańskich producentów filmowych, którzy przyznali się do swojej orientacji homoseksualnej. [pl.wikipedia]

A teraz piosenka, podczas której, niektórym autentycznie cierpnie skóra:"Sympathy for the Devil" (Współczucie dla diabła). Oczywiście, namawiam do równoczesnego słuchania oryginalnego nagrania (może być cover Guns N' Roses ze ścieżki dżwiękowej z filmu Neila Jordana "Adwokat diabła", 1994)...

Pozwólcie, że się przedstawię.
Jestem osobnikiem dużego majątku i smaku,
Działam już długie, długie lata.
Wielu ludziom odebrałem duszę i wiarę,
Byłem przy tym, gdy Jezus Chrystus
Miał swój moment zwątpienia i bólu.
To ja spowodowałem, że Piłat
Umył ręce i przypieczętował Jego los.
Bardzo mi przyjemnie,
Mam nadzieję, że odgadliście moje imię,
A to, co was zastanawia,
To w co ja właściwie gram.

To ja byłem w Petersburgu,
Kiedy uznałem, że czas na zmiany,
Zabiłem cara i jego ministrów,
Anastazja krzyczała na próżno.
Jechałem w czołgu
W stopniu generała
Gdy blitzkrieg szalała
i gniły ciała.
Bardzo mi przyjemnie,
Mam nadzieję, że odgadliście moje imię,
A to, co was zastanawia,
To w co ja właściwie gram.

Patrzyłem z uciechą
Jak wasi królowie i królowe
Walczyli przez stulecia
Za bogów, których sami stworzyli.
Ja wykrzyknąłem: "kto zabił Kennedych?",
Choć koniec końców
To byliście wy i ja.
Pozwólcie, że się przedstawię.
Jestem osobnikiem majętnym i ze smakiem,
Zastawiłem pułapki na trubadurów,
Którzy zginęli zanim dotarli do Bombaju.
Bardzo mi przyjemnie,
Mam nadzieję, że odgadliście moje imię,
A to, co was zastanawia,
To w co ja właściwie gram.
Tak jak każdy gliniarz to przestępca,
A wszyscy grzesznicy święci,
Jak orzeł, to reszka,
Tak, mówcie mi Lucyfer,
bo potrzebuję jakiegoś ograniczenia,
Więc jeśli mnie spotkacie,
Okażcie trochę grzeczności,
Trochę współczucia i trochę smaku.
Użyjcie swej wyuczonej kurtuazji,
Bo inaczej zmarnuję wasze dusze.
Bardzo mi przyjemnie,
Mam nadzieję, że odgadliście moje imię,
A to, co was zastanawia,
To w co ja właściwie gram.
[Przekład wg Wojciecha Manna]

"Sympathy for the Devil" [1968, słowa Mick Jagger]
Please allow me to introduce myself
I'm a man of wealth and taste
I've been around for a long long year stolen many man's soul and faith
I was around when Jesus Christ had His moment of doubt and pain
Made damn sure that Pilate washed his hands and sealed His fate
Pleased to meet you hope you guess my name
But what's puzzling you is the nature of my game

Stuck around St. Petersburg when I saw it was a time for a change
Killed the Tzar and his ministers, Anastasia screamed in vain
I rode a tank held a gen'rals rank when the blitzkrieg
raged and the bodies stank
Pleased to meet you hope you guess my name. Oh yeah
Ah what's puzzling you is the nature of my game. Oh yeah

I watched the glee while your kings and queens fought for
ten decades for the Gods they made
I shouted out "Who killed the Kennedy's?" when after all
it was you and me
Let me please intruduce myself I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadors who get killed before they reach Bombay
Pleased to meet you hope you guess my name. Oh yeah
But what's puzzling you is the nature of my game. Oh yeah
Pleased to meet you hope you guess my name
But what's puzzling you is the nature of my game
Just as every cop is a criminal and all the sinners, Saints
as heads is tails, just call me Lucifer 'cause I'm in need
of some restraint
So if you meet me, have some courtesy have some sympathy
and some taste
Use all your well learned politesse or I'll lay your soul to waste
Pleased to meet you hope you guess my name
But what's puzzling you is the nature of my game



"Sympathy for the Devil", reż. Jean-Luc Godard (DVD)

W trzeciej części, na zakończenie tego krótkiego "sequelu", będzie o filmie Jean Luc Godarda "Sympathy for the Devil", ale nie tylko. Dowiemy się przede wszystkim, o produkcji filmowej Micka Jaggera i co chce nam przekazać swoim filmem.







Mick Jagger mówi do nas (część 1)



Post opublikowany pierwotnie na Salonie 24 [9-07-2009]:



[1965, słowa Mick Jagger]
Nie mam żadnej satysfakcji,
Nie mam żadnej satysfakcji.
Próbuję, próbuję i próbuję
I nic, i nic.

Kiedy jadę samochodem
I ten facet odzywa się w radiu,
I gada, i gada,
O bezużytecznych informacjach,
Które mają ożywić mi wyobraźnię

To nie mogę, nie, nie, nie.
Hej, hej, słuchajcie mnie.
Nie mam żadnej satysfakcji

Kiedy patrzę w telewizor
i pojawia się ten facet
Żeby powiedzieć, jak białe mają być moje koszule
To nie jest dla mnie gość, bo nie pali
Tych papierosów co ja.

I nic, i nic.
Kiedy podróżuję dookoła świata
I śpiewam, i chcę dorwać panienkę,
która mówi przyjdź za tydzień, chłopcze
Bo dzisiaj mam zły dzień,
To nic, to nic
Nie mam żadnej satysfakcji
Brak satysfakcji, brak satysfakcji, brak satysfakcji

tłum. wg Wojciecha Manna, Gazeta Wyborcza, 12-06-2002

Okładka z amerykańskiego magazynu muzycznego "Rolling Stone"
[24 listopada 1983]

Moim zamysłem nie jest odbrązawianie legendy rocka, ale pokazanie, choćby w niewielkim wycinku, pewnego zjawiska medialnego ostatnich czterdziestu lat, o zasięgu światowym. Subkultura i moda. Czy rzeczywiście jest to jedynie rozrywka?



Odpowiedzi niech sobie udzieli każdy czytający.


W "Encyklopedii Muzycznej PWM" (część biograficzna, tom: h, i, j, PWM Kraków 1993) na stronie 399 można przeczytać: "...Teksty Jaggera przyczyniły się do przełamania piosenkarskich schematów. Jego songi, operujące raczej konkretem i anegdotą niz metaforą, przynoszą obserwacje psychologiczne i obyczajowe, zwłaszcza w odniesieniu do kobiet (...), mówią o nieprzystosowaniu ("Satisfaction"), poczuciu zagrożenia..."


Podkreślenie w powyzszym cytacie konkretu i anegdoty jest moje, bo pragnę wskazać, jak należy rozumieć WSZELKIE wypowiedzi Micka Jaggera, jako autora większości tekstów The Rolling Stones, by nie tracić czasu na wynajdywaniu metafor.


Bartek Chaciński ("Przekrój", 18 lipca 2007) napisał bardzo ciekawy artykuł pt. "Alfabet The Rolling Stones". Przedstawię teraz cztery litery z tego alfabetu:



B jak "Brown Sugar"

W jednej, esencjonalnej dla Stonesów piosence kryło się więcej kontrowersji niż w całej polskiej rozrywce: niewolnictwo, sadomasochizm, seks międzyrasowy i międzypokoleniowy. Rzecz o tym, jak do Nowego Orleanu przybywa statek z czarnymi niewolnikami. A raczej – niewolnicami. I jak o północy biały, podstarzały i śliniący się właściciel okłada batem brązową skórę swojej pracownicy. Potem jeszcze refren: "Brown sugar how come you taste so good? / Brown sugar just like a young girl should", w którym dowiadujemy się, że dziewczyna jest młoda i "dobrze smakuje". Kobieciarza Jaggera zainspirowała oczywiście postać rzeczywista – seksowna ciemnoskóra wokalistka z chórku Ike’a Turnera. Oczywiście rzecz tłumaczono także jako strach Jaggera przed tym, że zostanie "niewolnikiem" brown sugar, odmiany heroiny. Ale na takich dwuznacznościach opiera się cały rock and roll.




C jak cudzołóstwo

"Angie, Angie, dokąd nas to zaprowadzi?" – słowa z najpiękniejszej ballady Stonesów wyglądają w kontekście reszty tekstów na niewinne i romantyczne. Ale jeśli spojrzeć na nią przez pryzmat intymnego życia członków grupy, niewinność pryśnie. Pierwsza teoria mówi o tym, że "Angie" to piosenka o Marianne Faithfull. A ta zostawiła męża dla Micka Jaggera, by potem mieć status zespołowej narzeczonej. Wersja druga – że chodziło o Angelę (zdrobniale Angie), żonę Davida Bowiego, z którą przyjaźnił się Jagger. Nie wiadomo jednak, kto tu kogo zdradzał, bo to Angela Bowie wyznała potem w telewizji, że pewnego ranka znalazła w łóżku nagiego męża właśnie z Jaggerem (co obaj dementowali). Ale nawet gdyby właściwa była trzecia wersja, według której to Keith Richards zatytułował piosenkę na cześć swojej córeczki Angie, rzecz pachnie cudzołóstwem na kilometr. Matka Angeli Anita Pallenberg była bowiem przed Keithem związana z Brianem Jonesem, a po Richardsie miała romans z Jaggerem. Aha, jest jeszcze wersja, że to o samej Anicie. Tak czy owak – cudzołóstwo. Nie nadążacie? W latach 60. oni sami nie nadążali.



U jak używki

Cały katalog. Piosenka "Dead Flowers" – o heroinie. "Sister Morphine" – o morfinie ("Sygnał karetki dźwięczy mi w uszach /Siostro morfino, jak długo leżę tutaj?"). "Can't You Hear Me Knocking" – o amfetaminie i kokainie. "Moonlight Mile" – o tej drugiej. "2000 Light Years From Home" referuje skutki zażycia halucynogenów. O "Brown Sugar" było już nieco wyżej. Wreszcie niewinny tytuł klasyka "Mother's Little Helper" ("Mały pomocnik mamusi") to rzecz o uzależnieniu od valium. – Nie mam problemów z narkotykami. Mam tylko problemy z policją – mawiał Keith Richards.



Z jak znaczenie

Czyli czas na uwagi końcowe. Co tu kryć, wielkimi poetami Stonesi nigdy nie byli, za to dobrze oddali klimat czasów i zaproponowali pewien rockowy wzorzec. Ale nie o wielką sztukę tu chodziło. Zacytujmy jeszcze jedną sztandarową piosenkę Stonesów, "It's Only Rock'N'Roll": "Wiem, że to tylko rock and roll, ale to właśnie lubię". Jak mówił Richards: – Możecie sobie mówić "art" na to, co robimy, nie ma sprawy. Ale dla mnie "Art" pozostanie po prostu zdrobnieniem od "Arthur".



Teraz, kiedy już wiadomo nieco więcej o ambitnym przekazie zespołu "wszechczasów", można wrócić do początku i uważniej przeczytać tekst piosenki "I Can't Get No Satisfaction"... czyli takie rozmyślania: co właściwie autor miał na myśli?



Do tego pytania powrócę jeszcze w części 2.


Na koniec, dla porównania oryginalny tekst piosenki "(I Can't Get No) Satisfaction":

I can't get no satisfaction, I can't get no satisfaction
'Cause I try and I try and I try and I try
I can't get no, I can't get no

When I'm drivin' in my car, and the man come on the radio
He's tellin' me more and more about some useless information
Supposed to fire my imagination

I can't get no. Oh, no, no, no. Hey, hey, hey
That's what I say
I can't get no satisfaction, I can't get no satisfaction
'Cause I try and I try and I try and I try
I can't get no, I can't get no

When I'm watchin' my TV and a man comes on and tell me
How white my shirts can be
But, he can't be a man 'cause he doesn't smoke
The same cigarettes as me

I can't get no. Oh, no, no, no. Hey, hey, hey
That's what I say
I can't get no satisfaction, I can't get no satisfaction
'Cause I try and I try and I try and I try
I can't get no, I can't get no

When I'm ridin' round the world, and I'm doin' this and I'm signin' that
And I'm tryin' to make some girl, who tells me
Baby, better come back maybe next week
'Cause you see I'm on a losing streak
I can't get no. Oh, no, no, no. Hey, hey, hey
That's what I say. I can't get no, I can't get no
I can't get no satisfaction, no satisfaction
No satisfaction, no satisfaction