Tadeusz Mazowiecki już w wieku 25 lat (1952) zaliczał się do "ważnych" osób oddziałowujących na życie społeczno polityczne w ówczesnej Polsce. Nie jest więc prawdą, że ostatnim premierem PRL został człowiek nieznany, "z ulicy". Oto kilka wybranych dat z biogramu Tadeusza Mazowieckiego:

1949 - związał się z tygodnikiem "Dziś i jutro" (środowiskiem Bolesława Piaseckiego) oraz ze Stowarzyszeniem PAX

1950 - 1952 - zastępca redaktora naczelnego "Słowa Powszechnego"

1953 - 1955 - redaktor naczelny "Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego"

1953 - napisał artykuł szkalujący bp. Czesława Kaczmarka1 (sfingowany proces pokazowy bp. Kaczmarka odbył się 14-23 września 1953 r., wyrok 12 lat więzienia za "szpiegostwo" na rzecz Niemiec i USA)

1955 - wyrzucony ze Stowarzyszenia PAX za krytykę Bolesława Piaseckiego

1957 - jest jednym z założycieli KIK (Klub Inteligencji Katolickiej)

1958 - 1981 - założyciel i redaktor naczelny katolickiego miesięcznika "Więź" (o wyraźnie lewicowej orientacji)

1961 - 1972 - poseł na Sejm PRL (III, IV i V kadencji)

1968 - interpelował w sprawie wydarzeń marcowych


Niektóre wyjaśnienia (cytaty):

organizacje katolików świeckich (PAX, KIK, środowisko "Więzi") - "...Kiedyś Ksiądz Prymas [Wyszyński] mówiąc o tych osobach użył takiego określenia: - Mienią siebie katolikami postępowymi, ale ten ich postęp nie idzie do przodu, lecz do tyłu..." ["W cieniu Prymasa Tysiąclecia. Z Romualdem Kukołowiczem rozmawia Piotr Bączek", str. 95, Warszawa 2001 ]

katolicki miesięcznik "Więź" - Episkopat jako całość krytyczniej ustosunkowywał się do "Więzi" z racji jej zbyt lewicowej orientacji ["Kościół w Polsce", Zygmunt Zieliński, str. 207-208, Radom 2003]

katolicy "postępowi" - "Adresowana do księży parafialnych krytyka tzw. kręgów intelektualnych nie miała odniesienia do rzeczywistości, lecz była rezultatem pewnych wyobrażeń budowanych na bezkrytycznej recepcji modelu katolicyzmu zachodniego. To właśnie słane do Rzymu w 1963 r. dezyderaty takich osób jak Tadeusz Mazowiecki, Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz i Andrzej Wielowieyski miały zmusić prymasa Wyszyńskiego do przyjęcia liberalnej, zachodniej opcji katolickiej, a jak sądzi Peter Raina, chodziło w istocie o "odizolowanie czy zneutralizowanie niewygodnych dla komunistów kapłanów". Taki był cel władz, a tzw. katolicy "postępowi" ku temu samemu de facto zmierzali." ["Kościół w Polsce", Zygmunt Zieliński, str. 239, Radom 2003]

"doradcy" protestujących robotników w sierpniu 1980 r. - "Zarówno Tadeuszowi Mazowieckiemu jak i Bronisławowi Geremkowi rząd umożliwił przybycie do stoczni. Wszystkie swoje posunięcia konsultowali z ówczesnymi władzami. Wpływając na decyzje podejmowane przez Komitet Strajkowy starali się zrealizować dwa cele: po pierwsze - jak najszybsze zakończenie strajku, po drugie - nie dopuszczenie do rozprzestrzenienia się protestu na cały kraj. Dlatego dążyli do przekonania robotniczych przywódców, że należy zakończyć protest. Później dowiedziałem się, że czyniono takie próby. (...) W Stoczni panowała ogólna konsternacja i zdziwienie faktem, że Geremek, Mazowiecki i inni wysłani zostali do Gdańska specjalnym samolotem w asyście oficera MSW.(...) Dla mnie Mazowiecki nie był wiarygodną osobą, wiedziałem bowiem jak zachowywał się w latach pięćdziesiątych. Natomiast co można powiedzieć o panu Geremku, który w partii był od wczesnej młodości, a w latach 60. należał do egzekutywy KU PZPR Uniwersytetu Warszawskiego oraz pełnił funkcję dyrektora Instytutu Kulturalnego w Paryżu. Przypomnę tylko, że każdy sekretarz musiał składać swoim partyjnym zwierzchnikom comiesięczne raporty. Do robienia rakich sprawozdań zobowiązany był i pan Geremek. Niestety, nie zachowały się one jednak, w archiwum MSW najstarsze dokumenty dotyczące pana Geremka pochodzą z 1989 r. Powstaje kilka pytań - co stało się z aktami z poprzednich lat, co w nich było, dlaczego zniknęły? Dlatego uważam, że w rozwiązywaniu konfliktu na Wybrzeżu panowie Geremek i Mazowiecki byli bardziej związani z komunistyczną władzą niż z protestującymi. ["W cieniu Prymasa Tysiąclecia. Z Romualdem Kukołowiczem rozmawia Piotr Bączek", str. 145-146, Warszawa 2001]

Adam Michnik: -Wasz prezydent - nasz premier
Tadeusz Mazowiecki: -Spiesz się powoli

Powyższy dialog jest autentyczny i miał miejsce po kontraktowych wyborach do Sejmu, 4 czerwca 1989 r. Naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik, 3 lipca 1989 napisał słynny "życzeniowy"(?) artykuł pt. "Wasz prezydent, nasz premier". Po 10 dniach, 14 lipca 1989, naczelny "Tygodnika Solidarność", Tadeusz Mazowiecki odpowiedział tytułem: "Spiesz się powoli". Pomijając misterną socjotechnikę, pragnę zwrócić uwagę na postawę Tadeusza Mazowieckiego w tym dialogu z Adamem Michnikiem. Tadeusz Mazowiecki w niedalekiej przyszłości okazał się "hamulcowym" wszystkich przemian w Polsce. Nie był przeciwnikiem naszej obecności w RWPG i Układzie Warszawskim i nie był też zwolennikiem naszego szybkiego wejścia do struktur NATO i Unii Europejskiej. Również głównie jego zasługą jest nie dopuszczenie do dekomunizacji i lustracji w Polsce (odkreślenie przeszłości "grubą kreską"). Literatury na ten temat nie brakuje.

Zachęcam teraz do przeczytania bardzo interesującego, najnowszego tekstu Krzysztofa Wyszkowskiego, zamieszczonego na jego autorskim blogu:

"Mazowiecki - premier Jaruzelskiego"

"Wiosną bieżącego roku toczyła się gorąca dyskusja w kwestii wyboru wydarzenia, które można by uznać za oznaczające upadek komunizmu i początek III RP. Dzisiaj wiadomo przynajmniej tyle, że wszyscy zgadzają się, iż wydarzeniem tym nie był wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta, co stało się dnia 19 lipca 1989 r.


W posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego udział wzięło 544 posłów i senatorów. Na Jaruzelskiego głosowało 270, przeciwnych było 233, wstrzymało się od głosu 34, a głosy nieważne oddało 7. Przeciw Jaruzelskiemu głosowało 6 parlamentarzystów z ZSL, 4 z SD i 1 z PZPR (4 innych nie wzięło udziału w głosowaniu). Warto dzisiaj przypomnieć, że, spośród członków „drużyny Lecha", za wyborem Jaruzelskiego na prezydenta głosował Stanisław Bernatowicz, a Wiktor Kulerski, Andrzej Miłkowski, Aleksander Paszyński, Andrzej Stelmachowski, Stanisław Stomma, Witold Trzeciakowski, Andrzej Wielowieyski oraz Paweł Chrupek, Adela Dankowska, Marek Jurek, Lech Kozaczko, Zdzisław Nowicki, Krzysztof Pawłowski, Jerzy Pietkiewicz, Maria Stępniak, Andrzej Szczepkowski, Mieczysław Ustasiak, Henryk Wujec oddali głosy nieważne lub nie uczestniczyli w głosowaniu, przez co zdecydowali, że zdrajcy i zbrodniarzowi dano kluczową rolę w budowaniu nowego systemu.


Ta potworność jest w aktualnych elitach władzy lekceważona i pomijana, ale np. Amerykanie nie wstydzą się przyznawać do odegrania w niej ważnej roli i zaprosili sowieckiego agenta do swojej ambasady na uroczystość ku czci Dnia Niepodległości. Ten paradoks, że Jaruzelskiego nie sposób zaprosić na uroczystość ku czci niepodległości Polski, ale jest honorowany przez Stany Zjednoczone, znaczy zapewne, że niepodległość Polski pozostaje dla Amerykanów nadal tylko kategorią operacyjną, tak jak była nią w latach 40 i w roku 1989.


Gdy agent NKWD „Wolski" jest ukrywany za kulisami obchodów XX lecia III RP, to niektórzy komentatorzy nie wstydzą się robić reklamy objęciu premierostwa przez Tadeusza Mazowieckiego, który prezentowany jest jako „pierwszy niekomunistyczny premier w kraju komunistycznym". Ta bzdura nie ogląda się nie tylko na sprzeczność, jaka wynika z uznania głosowania 4 czerwca 1989 za datę obalenia komunizmu - skoro komunizm został obalony, to dlaczego Polska pozostawała państwem komunistycznym? - ale pomija również postać Józefa Cyrankiewicza, która, biorąc pod uwagę różnicę epok, jest dla Mazowieckiego godnym punktem odniesienia.


Propagandyści III RP rozpoczną za parę dni kampanię na rzecz wykazywania, że Mazowiecki „nie był premierem malowanym". To prawda, że od pierwszego dnia swych rządów uznał Solidarność za narzędzia, które powinny bezkrytycznie służyć jego przywództwu. Ale ta bezkompromisowo prezentowana buta nie dotyczyła Jaruzelskiego, Kiszczaka i w ogóle interesów komunistycznej nomenklatury. Nie będę tu cytował własnych kompromitujących wypowiedzi Mazowieckiego, broniącego interesów PZPR we wszystkich - jawnych i tajnych - dziedzinach życia publicznego, a tylko radzę, by zaraz po pokazywaniu go ze znakiem V, udostępnić telewidzom nagranie ze spotkania z szefem KGB Kriuczkowem , od pokornego pokłonu poczynając na złożonych zapewnieniach kończąc i bez ukrywania postaci Kiszczaka w tym wydarzeniu.


Propaganda będzie nachalnie wmawiać istnienie osławionych sukcesów rządu Mazowieckiego, ale jeszcze bardziej troskliwie będzie milczeć nad niesłychanym faktem, że do dzisiaj nie dało się znaleźć ani w Polsce, ani za granicą żadnego historyka, a choćby tylko jakiegoś dziennikarskiego łapsa, który by udziergał cokolwiek, co mogłoby nazywać się biografią nosiciela „siły spokoju". Co takiego kryje się w przeszłości publicysty, działacza społecznego i polityka, że nawet prof. Andrzej Friszke nie odważy się takiej biografii przedstawić, choćby owiniętej w stos namydlonej bawełny? Czy niemożliwy do opisania jest sam udział w PAX, czy specjalne stosunki z sowieckimi agentami w rodzaju Mazura? Czy zaufanie stalinowców zdobył w pełni już w r. 1952, czy dopiero podczas walki z Kościołem we Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego? Na ile tajemnicę wzmacnia udział w zakładaniu warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej? Jak to było z założeniem i redagowaniem miesięcznika Więź? A za co Kliszko nagrodził go posadą posła na Sejm PRL?


Czy „pierwszym niekomunistycznym premierem" można było zostać tylko pod warunkiem, że całym życiem udowodniło się komunistom, że jest się ciałem i duszą oddanym obrońcą realnego socjalizmu na jego każdym historycznym etapie? Czy nie jest tak, że tylko taki człowiek mógł zasłużyć na zaufanie Jaruzelskiego i z szokującą determinacją ochraniać zacieranie śladów walki z narodem przez komunistyczne służby specjalne oraz dbać o uwłaszczenia się nomenklatury na majątku narodowym? Jeżeli się to wszystko powie, to być może okaże się, że prawdziwa rola Tadeusza Mazowieckiego w najnowszej historii Polski nie była tak straszna jak się wydaje.


Tak się złożyło, że Mazowieckiego razem z Jaruzelskim odsunął od władzy ich wychowanek, którego mieli za posłuszną kukłę. To właśnie Lech Wałęsa ocenia Mazowieckiego najprawdziwiej, gdy oskarża go, że chciał utrzymania Jaruzelskiego przez pełną sześcioletnią kadencję, co uczyniłoby z Polski postkomunistyczny skansen: „Byłem i jestem dziś jeszcze bardziej pewien, że tak by właśnie było i że w ostatnim momencie , powtarzam w ostatnim momencie, tym ruchem wykonanym w osamotnieniu i przeciw wielu, otworzyłem drogę do obecnej rzeczywistości. Niewyobrażalne jest co by było gdybym postąpił inaczej." A jednak można być pewnym, że wszystkie te posowieckie kukły, clowni i pajace będą wyświetlane w telewizorach jako bojownicy walki z komunizmem. A następnie zrobi się sondaż i okaże się, że Polacy bardziej wierzą w telewizor niż polegają na faktach i własnych rozumach."2

-- Krzysztof Wyszkowski




Tytuł swojej notki zapożyczyłem z artykułu Józefa Szaniawskiego ("Ostatni premier PRL")3, wydrukowanego na ostatniej stronie "Naszego Dziennika", 9 września 2009 r., do którego przeczytania również gorąco namawiam. Jednak w pewnym sensie, protoplastą tytułu Tadeusza Mazowieckiego, jako "ostatniego premiera PRL", wydaje się być Stefan Kisielewski.4


Przypisy:
1Tadeusz Mazowiecki, redaktor naczelny paksowskiego tygodnika WTK, pisał po procesie ks. bp. Kaczmarka w duchu propagandy już raczej komunistycznej: "ludowa ojczyzna przywróciła godność milionom prostych ludzi, w olbrzymiej większości wierzących (...) i buduje w niezwykle trudnych warunkach powojennego życia podstawy lepszego bytu. (...) Ku szkodliwej działalności kierowały ks. bp. Kaczmarka i współoskarżonych poglądy prowadzące do utożsamienia wiary z wsteczną postawą społeczną, a dobro Kościoła z trwałością i interesem ustroju kapitalistycznego. (...) Proces ks. bp. Kaczmarka udowodnił również naocznie, i to nie po raz pierwszy, jak dalece imperializm amerykański, pragnący przy pomocy nowej wojny, a więc śmierci milionów ludzi, narzucić panowanie swojego ustroju wyzysku i krzywdy społecznej krajom, które wybrały nową drogę dziejową, usiłuje różnymi drogami oddziaływać na duchowieństwo oraz ludzi wierzących i kierować ich na drogę walki z własną ojczyzną, stanowiącą wspólne dobro wszystkich obywateli". (...) Jak wiadomo, trzy dni po procesie i wyroku na ks. bp. Czesławie Kaczmarku, aresztowano ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. [dr Marek Klecel, Kapłani niezłomni, Nasz Dziennik, 27 marca 2009]



4"Tadeusz Mazowiecki - mój przyjaciel, ale nigdyśmy się w niczym nie zgadzali. Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło. Był posłem "Znaku" zresztą. Byliśmy cztery lata razem, ale jedności poglądów nie było. Natomiast jest to niezwykle porządny i uczciwy człowiek. Skompleksowany, uparty. dla mnie było niespodzianką, że został doradcą Wałęsy. Ja myślałem, że on będzie działaczem duchowym, katolickim, - redaktor "Więzi", a tu wdał się w politykę, nie wiem jak się z niej wyplącze, bo chciałby, zdaje się. Ale pierwszym niekomunistycznym premierem w PRL jednak został!" ["Abecadło Kisiela", Stefan Kisielewski, str. 67-68, Warszawa 1990]